sobota, 11 lipca 2020

Mazurskie lato- Antologia opowiadań

    Wiecie, jak bardzo uwielbiam sezonowe książki? Bardzo. Niestety, dotychczas najwięcej książek tego typu wydawano w grudniu. W tym roku wyszły jednak dwa zbiory letnich opowiadań. Nie mogłam przejść obok nich obojętnie ;-).

     Mazurskie Lato to pensjonat w Mikołajkach, który jest jednocześnie wspólnym miejscem akcji dla wszystkich opowiadań. Krąży legenda, o tym, że w Mazurskim Lecie samotni ludzie odnajdują miłość. Bohaterzy opowiadań albo specjalnie stronią od tego miejsca, lub celowo wybierają je na wakacje, szukając drugiej połówki. 

     Opowiadanie, które chwyciło mnie za serce najbardziej, to historia Tomasza Kieresa. Niedawno odkryłam tego autora i przyznaję, że jestem zachwycona jego twórczością. Mężczyzna, który z precyzją chirurga wyrysowuje przepiękne losy bohaterów i kieruje swoje słowa do kobiet- to jest coś, co bardzo chwyta moją wrażliwość ;-). 

    Jak wspaniale było czytać te historie na pomoście nad jeziorem. Mam to szczęście mieszkać na Pojezierzu Brodnickim, w którym znajduje się ponad sześćdziesiąt jezior. Uwielbiam to miejsce i to życie, które toczy się tu w wakacje. A jednocześnie wspaniale jest mieć ten przywilej, obserwowania przyrody przez cały rok. Ale nie o tym! Książka jest wspaniała. Taka wakacyjna, ciepła, piękna. Zabierzcie ją ze sobą na plażę, albo, jeżeli do Waszego urlopu zostało jeszcze dużo czasu- rozłóżcie się na balkonie pod kocem, a książka zabierze Was na wakacje. Piękna, oby więcej takich perełek w polskich księgarniach!

czwartek, 2 lipca 2020

To, co bliskie sercu- Katherine Center

    Tego typu książki najczęściej zalegają w moim stosie- do przeczytania, w bliżej nieokreślonym czasie. Dlatego zmusiłam się do czytania jej od razu, kiedy ją odebrałam. Początkowo trochę ją męczyłam, ale kiedy już się rozkręciła...uf! Ale od początku. 
    Cassie jest strażakiem. Całe swoje życie poświęca pracy. Doskonale odnajduje się w zdominowanym przez mężczyzn środowisku. Udało jej się zbudować wokół siebie mur, dzięki któremu nic nie robi na niej większego wrażenia. Wszystko zmienia się jednak, kiedy musi przeprowadzić się do swojej matki. Przyjdzie jej odnaleźć się w zupełnie nowej remizie, w której nikt od początku nie będzie jej przychylny. Najważniejsze, żeby nigdy nie okazywała nowym kolegom słabości. I przede wszystkim, nie wolno jej się zakochiwać. Ale to przecież jej nie grozi, Cassie nigdy się nie zakochuje. Jednak...czy aby na pewno? 
     Zupełnie nie spodziewałam się, że ta historia tak bardzo mnie wciągnie. Początkowo bowiem czytało mi się nieco opornie. Kiedy jednak wydarzenia nabrały tempa, nie mogłam się od niej oderwać. 
     Świat strażaków jest mi zupełnie obcy, dlatego czytałam o nim z ogromną ciekawością. Doskonale natomiast potrafię wyobrazić sobie życie kobiety w świecie zdominowanym przez facetów. Autorka ukazuje to w idealny sposób. Kreując przy tym niemal męską bohaterkę. Bohaterkę, która przechodzi w tej powieści bardzo długą i momentami dramatyczną drogę. Jednak z niemal każdego wydarzenia wychodzi silniejsza. 
     Cassie nie jest taką rozmemłaną ciepłą kluchą. Ma swoje zdanie i zasady. To rzadko spotykany typ kobieciej głównej bohaterki. Całą historię porównałabym do historii Jojo Moyes jednak u niej bohaterki nie są takie jak Cassie. 
    To, co dzieje się na końcu książki, zupełnie mnie rozbiło. Cała fabuła prowadzi do bardzo dramatycznych wydarzeń, których ja się kompletnie nie spodziewałam. Samo zakończenie to emocjonalny roller-coaster, który na końcu hamuje przepięknym, niemal baśniowym zakończeniem. 
    Na podstawie tej książki Hallmark mógłby zrobić film. Taki w amerykańskim stylu, o miłości ale w zupełnie nieszablonowy sposób. Kołysała mną ta książka, podobali mi się współpracownicy- strażacy i dzielna Cassie. Do przeczytania w burzową noc, albo w upalny dzień na plaży. Będziecie zachwycone!

środa, 24 czerwca 2020

Nie wszystko będzie źle- dr Kathleen Smith

    Lęk jest bardzo podstępny. Siedzi w nas i zupełnie nie pozwala się do siebie zdystansować. Ciężko bowiem nabrać dystansu do nakręcających się czarnych scenariuszy, które w naszej wyobraźni, realnie mają szansę zaistnieć. Uczymy się zatem z nim funkcjonować, nazywając to swoim charakterem. Ile razy słyszeliście pytanie "Ale po co się tym zamartwiasz? A może wcale nie będzie tak źle?". Co ważniejsze- ile razy odpychałeś wtedy pytającego, mówiąc, że się nie zna, że musisz się zamartwiać, że tak już po prostu masz? A co by było, gdybyś, zamiast skupiać się na treści swoich lęków, pomyślał o nim bardziej globalnie? O tym, że się pojawia? Jeżeli to zrobisz- to z pomocą tej książki, możesz spróbować zdystansować się wobec swojego lęku. Tym samym sprawisz, że NIE wszystko będzie źle. I będzie Ci znacznie lżej :-). 
    Książka "Nie wszystko będzie źle" jest oparta w całości na teorii Bowena. To teoria z nurtu terapii systemowej. Autorka przytacza na końcu w skrócie model w jakim pracuje, zarys teoretyczny i odsyła do literatury (chociaż niestety jest to literatura angielskojęzyczna). 
     Po krótkim wstępie i poznaniu podstaw, w jakich w tym modelu myśli się o człowieku, autorka przedstawia nam zbiór rozdziałów, gdzie każdy dotyczy lęku w innych sytuacjach. Najpierw lęki dotyczące siebie samego, potem relacji z innymi, pracy. Każdy kolejny podrozdział to historia pacjenta (dla zobrazowania problemu), wyjaśnienie i możliwości, z których skorzystał pacjent i te, które może wykorzystać czytelnik. 
     Mogę powiedzieć tylko jedno-wow! Czy tak nie mogłyby wyglądać wszystkie psychologiczne poradniki? Wiedza, realne metody pomocy czytelnikowi, poparte ciekawymi dowodami z gabinetu autorki. Ogromnie podoba mi się pomyśl na tę książkę, bo nie jest...pseudo. To NIE jest zbiór złotych rad i pomysłów, które wykorzystała autorka. To realne metody pomocy terapeutycznej, które dzięki tej książce stają się bardzo przystępne i bardziej w zasięgu lękowych osób, niż terapia.
      Doskonale byłoby, gdyby ta książka dla kogoś stała się motywacją do podjęcia terapii. Nie wyleczy ona poważnych zaburzeń lękowych. Ale...zauważyliście ten wysyp lękowych książek ostatnio? Wiecie skąd on się bierze? Z zainteresowania lękiem. Bo niemal każdy z nas, w mniejszym lub większym stopniu mierzy się z lękiem. 
     Z mojego, bardzo lękowego doświadczenia (o tym innym razem, lękowy coming out jeszcze przede mną ;)) wiem, że pierwszym etapem, o którym też pisze autorka, jest obserwacja swoich reakcji. Potem przychodzi chęć zmiany. Bo co by było, gdybym tak na przykład NIE musiała się ciągle zamartwiać? Czy nie żyłoby się lżej? Żyłoby, nie ma innej opcji ;-).
    W końcu psychologiczna książka, która jest konkretem. Poparta dowodami, bez doradzania. Za to z zachętą do zmiany i twardymi dowodami w postaci teorii. Żadne wymysły, bazą jest naukowa wiedza. Świetny poradnik, bardzo dobra metoda do początku pracy ze swoim lękowym ja. Do tego autorka pisze w przyjemny, ciepły sposób. Miałam wrażenie, że siedzę z nią w gabinecie. Nie jednak na miejscu pacjenta, ale przyglądam się wszystkiemu z boku. I wyciągam to, co dla mnie cenne. Jeżeli czytacie takie książki- będziecie nią zachwyceni. Ja jestem! I gorąco polecam!  

czwartek, 18 czerwca 2020

Moja mroczna Vanesso- Kate Elizabeth Russell



 Na pierwszej stronie książki jest dedykacja, dla prawdziwych Dolores Haze i Vanessy Wye. Opis tej książki bardzo mnie zaciekawił ale jeszcze bardziej napędziły mnie wszystkie porównania do "Lolity" Nabokova. "Lolitę" czytałam wiele lat temu, będąc...młoda. Zakochałam się wtedy w geniuszu Nabokova ale też jasne, czytałam...przerażona, w jakiś sposób obrzydzona. Nie bez przyczyny wspominam "Lolitę", jest ona bardzo ważna w odniesieniu do tej książki. 
   Vanessa w wieku piętnastu lat zaczęła spotykać się ze swoim nauczycielem, Strane'm. Dziś, kiedy bohaterka jest dorosła, w mediach społecznościowych ujawniają się kolejne ofiary nauczyciela. Twierdzą, że były przez niego molestowana. Docierają również do Vanessy, chcą by przyznała się do tego, jaką krzywdę wyrządził jej Strane. Tylko, że Vanessa nie czuje się skrzywdzona. Twierdzi, że łączyła ją z nauczycielem prawdziwa miłość. 
    Książka napisana jest z dwóch perspektyw czasowych. To bohaterka obecnie, nękana przez dziennikarkę, która chce usłyszeć od niej prawdę i piętnastoletnia Vanessa, która zakochuje się w nauczycielu. 
    Jednym z pierwszych, śmiałych sygnałów od Strane'a, jest "Lolita" właśnie. Daje on dziewczynce egzemplarz książki. Potem, dorosła Vanessa, wiele razy wraca do powieści, zna każdy jej szczegół. Mam wrażenie, że staje się ona trochę odzwierciedleniem jej życia. Nic dziwnego, bo zachowanie Humberta, to złudzenia przypomina Strane'a. Nie wiem natomiast, w jaki sposób traktować te odwołania, w kontekście całej książki. W podziękowaniach autorka pisze, że dziękuje wszystkim dzielnym nimfetkom, które mają odwagę mówić, o swojej historii. 
   Vanessa tej odwagi nie ma. Waha się pomiędzy szczerym uczuciem do Strane'a, a poczuciem ogromnej krzywdy, którą wyrządził jej...pedofil. Ona nigdy nie myśli o nim w ten sposób. Widzi jednak coraz bardziej, jak bardzo ta znajomość zdeterminowała całe jej życie. Wraz z pomocą terapeutki mozolnie odkrywa, że w tę miłość wmieszany jest zespół stresu pourazowego. Za każdym jednak razem kiedy dotyka już oczywistości, w postaci tego, jaki bardzo została skrzywdzona, cofa się na starą ścieżkę miłości i uwielbienia dla nauczyciela. 
      Znajomość "Lolity" wydaje się konieczna, by móc przeczytać tę książkę. Albo raczej nie tyle przeczytać, co w pełni ją zrozumieć. Wszystkie odwołania do Lo, powodują, że obrazy tych dwóch książek trochę mi się nakładają. Jasne, nawet gdyby autorka nie odwołała się do "Lolity", porównanie byłoby nieuniknione. Jednak przez to, że jest ono takie jawne, staje się istotnym aspektem całej historii. 
    Ta historia jest brudna, ze względu na fizyczne opisy tego, w jaki sposób współżył Strane z małą dziewczynką. Jest jednak przede wszystkim ogromnie smutna. W moim odczuciu głównie dlatego, że Vanessa nie potrafi rozgraniczyć, co było okrutnym aktem pedofila, a co mogłaby nazwać prawdziwą miłością. 
         Cały geniusz tej książki polega na tym, że ten dylemat nie zostaje w zasadzie rozwiązany. Pozostaje on zatem w głowie czytelnika. Autorka zostawia nas z tym okrutnym dylematem Vanessy, jakbyśmy mogli rozwiązać go sami. 
    Dla fanów Nabokova i tych czytelników, których nie przerażają mroczne lektury. Piękna na poziomie literackim i fascynująca, jako opowieść. Zostaje w czytelniku na bardzo długo.

czwartek, 11 czerwca 2020

Współlokatorzy- Beth O'Leary

      Jakiś czas temu wszyscy krzyczeli o tej książce. Że jest wspaniała, że chce się ją przeczytać. Miałam w głowie taki obraz, że do super lekka, przyjemna lektura, która, chociaż niczym nie zaskakuje, to porywa bez reszty. Kolejna książka, która czekała na mojej czytnikowej półce. 
   Tiffy próbuje wyprowadzić się od swojego byłego chłopaka. Tym razem na dobre. 
   Leon potrzebuje pieniędzy, by opłacić prawnika, który ma bronić siedzącego w więzieniu brata. Postanawia wynająć swoje mieszkanie. 
   Tiffy ma przebywać w mieszkaniu od wieczora do rana, Leon, ze względu na wykonywaną pracę, będzie tam pod nieobecność Tiffy, w dzień. Współlokatorzy nigdy się nie spotykają, wymieniają natomiast wiadomości na samoprzylepnych karteczkach. W końcu liściki pokrywają niemal każdą wolną przestrzeń mieszkania. A Leon i Tiffy stają się sobie bardzo bliscy. Jednak, chociaż dzielą jedno łóżko, nigdy się nie widzieli. 
    Historia brzmi trochę tak, jakby nie miała prawa wydarzyć się w realnym życiu. Od czego jest jednak literacka fikcja...;-). Co więcej, jest ona do tego stopnia przekonywująca, że czytelnik w ogóle nie kwestionuje jej realności. 
   Tiffy jest taką trochę współczesną Bridget Jones. Może jak połączenie Bridget i bohaterki "Zanim się pojawiłeś". Ekscentryczna, szalona ale też... bardzo skrzywdzona przez życie. Krzywda, która została jej wyrządzona, jest przez nią zupełnie nieuświadomiona. Z czasem bohaterka coraz bardziej zaczyna sobie zdawać z  niej sprawę. 
   Leon natomiast jest...nieśmiały, introwertyczny. I chociaż, jak sam mówi, bardzo nie lubi takiego katalogowania, to to idealnie go podsumowuje. Przez to jest niesamowicie realny i taki...To nie jest książę z bajki, tylko mężczyzna, który się...wstydzi. Jasne, Leon jawnie się do tego nie przyznaje, ale czytelniczki od razu to wyłapią. I chociaż dla niego, będzie to pewnie powodem do wstydu, dla kobiet, jest to tylko kolejny atut. Prawda? ;-) Niestety, kulturowo, stereotypowo, jesteśmy zaprogramowani tak, że to mężczyzna zdobywa, stara się i broń Boże nie okazuje słabości. Beth O'Leary pokazuje natomiast, że mężczyzna również może miewać wątpliwości. Może nie potrafić iść po swoje po trupach, a zwyczajnie bać się porażki, odtrącenia. To ogromna wartość tej książki, której zupełnie się po niej nie spodziewałam, bo...
    Jest lekka i taka...przyjemna. Autorka posiadła ten bestsellerowy, niesamowity dar zauroczenia czytelnika swoim stylem. To prawda, niby nie ma w niej nic odkrywczego, jednak...Czytałam ją i od razu wiedziałam, że ta książka po prostu musiała zostać bestsellerem. Ma w sobie ten taki nieuchwytny składnik dobrej powieści. Jest ciekawa, odkrywcza (z pewnością nikt wcześniej nie wpadł na to, by w powieści położyć bohaterów do jednego łóżka tak, by nie mogli się zobaczyć) i jednocześnie bardzo wciągająca. 
   Bardzo się cieszę, że Albatros wydał "Współlokatorów" jeszcze raz. Tym bardziej cieszę się, że książka rozpoczyna serię "Mała czarna". Wydawca opisuje, że w serii pojawi się więcej tego typu książek i ja już nie mogę się doczekać. Czekając na nową Beth (polska premiera w sierpniu 2020) czytam drugą książkę z tej serii- Lista, która zmieniła moje życie. Albatrosie! Bacznie obserwuję serię i mam zamiar przeczytać wszystko, co się w niej ukaże :-) 

środa, 3 czerwca 2020

Lista, która zmieniła moje życie- Olivia Beirne


  Druga, z propozycji serii Mała Czarna od Wydawnictwa Albatros.  Utrzymana w tej samej estetyce, piękna okładka i data wydania, która zbiegła się z nowym wydaniem "Współlokatorów" zachęca do przeczytania "Listy..." jakby z automatu.
    Georgia jest rysowniczą, ale pracuje jako asystentka Bianki, zajmuje się spełnianiem jej absurdalnych próśb związanych ze ślubem. Jest singielką, od rodziców wyprowadziła się trochę dla zasady. Jej życie zupełnie się zmienia, kiedy okazuje się, że siostra, Amy, choruje na stwardnienie rozsiane. Amy tworzy dla Georgii listę rzeczy, które ma zrobić przed urodzinami. Na liście jest między innymi bieg na 10 km i...własnoręczne upieczenie biszkoptu.
   Georgia z pewnością może uchodzić za współczesną Bridget Jones. Nie skopiowaną, ale nieco uwspółcześnioną. To ten typ bohaterki, która popełnia mnóstwo śmiesznych gaf, jest roztrzepana i...nie da się nie lubić. Sama forma książki, listy, które rozpoczynają każdy rozdział, też w jakiś sposób nawiązuje do Bridget (nie wiem czy pamiętacie- ilość wypalonych papierosów- 20, ilość posiadanych facetów- 0 :D). Nie myślcie jednak, że to marna kopia Bridget Jones. To zupełnie inna książka. 
   Mam wrażenie, że przez to, iż książka została wydana w tym samym momencie, co "Współlokatorzy" to...ogromnie traci. Trudno jej bowiem nie porównywać. I w tym porównaniu "Lista..." wypada blado. Nie oznacza to, że gorzej. To zupełnie inna historia, inny styl i gdybym mogła Wam coś doradzić- sięgnijcie najpierw po "Listę...", potem po "Współlokatorów". Unikniecie krzywdzącego dla tej książki porównania. 
   Książka jest zabawna. Czytałam opinie, czytelników, którzy zaśmiewali się do łez. Ja też głośno parsknęłam śmiechem w kilku miejscach. Co innego jednak, w moim odczuciu stanowi o wartości tej książki. 
   Siostrzana miłość. To jest siła "Listy, która zmieniła moje życie". To, w szczególności w zakończeniu, moment, przy którym ja płakałam. Pomiędzy mną i moją siostrą jest bardzo niewielka różnica wieku (13 miesięcy). I...chyba nie ma w moim życiu kogoś, z kim byłabym tak blisko. Od zawsze i nie zmienił nic fakt rozłąki w trakcie studiów, czy osobnego mieszkania. Jesteśmy sobie potrzebne codziennie. Podobnie jak Georgia, ja dla mojej siostry, zrobiłabym wszystko. Dreszcz wzruszenia przebiega po moich plecach na samo wspomnienie zakończenia tej książki. Tam cała ta siostrzana miłość nabiera sensu. 
   Dla mnie "Lista..." to przede wszystkim właśnie przepiękna historia miłości i oddania w relacji dwóch sióstr. To także książka napisana w takim filmowym, szybkim i zabawnym tempie. Czytałam z ogromną przyjemnością! 

piątek, 29 maja 2020

Ktoś tu kłamie- Jenny Blackhurst

    Z autorką poznałam się niedawno. "Noc, kiedy umarłam" czekała u mnie na półce ponad pół roku. Przez wirusa zdobyłam więcej czasu na czytanie i udało mi się po nią sięgnąć. Byłam zachwycona i żałowałam, że kazałam jej tak długo czekać. Dlatego bardzo czekałam na "Ktoś tu kłamie". 
   Ekskluzywne osiedle Seven Oaks, na którym mieszkają blisko ze sobą zaprzyjaźnieni sąsiedzi. Rok wcześniej zginęła jedna z mieszkanek, Erica. Teraz anonimowy autor udostępnia w internecie podcast, w którym grozi ujawnieniem prawdy o śmiertelnym wypadku Eriki. Co więcej, zamierza obnażyć więcej sekretów mieszkańców Seven Oaks. Twierdzi, że wśród siedmiu sąsiadów jest morderca. 
   Książka nie była dla mnie żadnym zaskoczeniem. Byłam przygotowana na to, jak bardzo będzie...genialna i w ogóle mnie nie zawiodła. Autorka utrzymała poziom i mój zachwyt ;-). Nie tylko mój, widzę, że wylądowała już w bestsellerach empiku. Ale po kolei. Czym się tak zachwyciłam? 
   Przede wszystkim całym wykreowanym przez Blackhurst światem małej społeczności. Idyllicznej, bajecznie bogatej a przy tym okropnie zakłamanej. Ludzie, którzy nazywają siebie przyjaciółmi, skrywają przed sobą ogromne sekrety. W rezultacie kłamie nie tylko morderca, na temat swojej winy, ale w zasadzie każdy z siedmiu podejrzanych ma coś do ukrycia. Naturalnie, autorka dawkuje nam te rewelacje stopniowo. Tempo jest jednak takie, że trudno się od niej oderwać. To jedna z tych książek, przez które zarywa się noc, bo nie sposób nie zajrzeć do kolejnego rozdziału. 
   Zakończenie natomiast i całe rozwiązanie zagadki, jest dosyć zawiłe, intryga okazuje się wielowątkowa. Przez to trzyma w napięciu do dosłownie, ostatniej strony. To bowiem, czego dowiaduje się czytelnik, nigdy w świecie Seven Oaks nie wypływa na powierzchnię. 
   "Ktoś tu kłamie" jest thrillerem doskonałym. Czytałam z zapartym tchem i tylko jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że muszę nadrobić pozostałe książki Jenny Blackhurst. Genialna!

środa, 27 maja 2020

Zamek z piasku- Magdalena Witkiewicz

    Autorka jest bardzo poczytną polską pisarką- wiem. Niestety, czytałam tylko jedną jej książkę (świąteczną naturalnie- "Uwierz w Mikołaja" i płakałam ze wzruszenia, była przepiękna). Na półce Kindle'a nadal czeka "Czereśnie zawsze muszą być dwie". Ale nowe wydanie "Zamku z piasku" nie mogło czekać. Poleciałam na okładkę, a jakże...
    Główna bohaterka, Weronika jest w szczęśliwym związku. Ze swoim mężem znają się od liceum. Rozumieją się niemal bez słów. Do czasu, kiedy rozpoczynają starania o dziecko. Każda kolejna nieudana próba odsuwa małżonków od siebie. Weronika wpada natomiast w ramiona przypadkowo poznanego mężczyzny. Przyjaźń z Kubą zaczyna być dla niej ważniejsza od małżeństwa. 
    Myślałam, że wiem, jak skończy się ta historia. Pomyliłam się. Zakończenie było... zaskakujące, wzruszające i piękne. Takie, jakiego oczekuję po książkach o tej tematyce. Mam na myśli chęć zostania matką. 
    Myślę, że nam kobietom bardzo łatwo jest poczuć emocje bohaterki, która bardzo chce mieć dziecko. Mi przynajmniej, bardzo łatwo było się wczuć w Weronikę. Myślę, że to za sprawą tego, jak dobrze bohaterka jest napisana. 
   Cała historia jest wciągająca, ciepła i bardzo przekonywująca. Mam na myśli to, że Weronika mogłaby być jedną z nas. To, w jaki sposób się gubi, jak popełnia błędy, czyni ja realną i taką...bliską czytelnikowi. 
   Muszę przyznać, druga książka Magdaleny Witkiewicz i kolejna trafiona. Chyba pora sięgnąć po "Czereśnie...". Super, że Filia odświeżyła "Zamek z piasku". Jeżeli lubicie piękne polskie powieści dla kobiet, a do tego książki o niespełnionej potrzebie zostania mamą- chcecie ja przeczytać.

piątek, 22 maja 2020

Powiedz mi, jak będzie- Sylwia Trojanowska

     Rzadko sięgam po polską literaturę kobiecą, chyba, że są to książki świąteczne. Dla tej zrobiłam wyjątek, wiele osób ją polecało i...zresztą, sami zobaczcie. 
    Trzy osobne historie, które splata pewien tragiczny wypadek. Para, która przez wiele lat bez powodzenia stara się o dziecko. Druga, która przez przypadek zostaje rodzicami. I lekarka, której związek okazuje się być zbudowany na ogromnym kłamstwie. W życiu każdej z par dochodzi do jakiegoś trudnego wydarzenia. Fabuła książki dąży do jednego, kulminacyjnego momentu, który połączy wszystkich bohaterów. 
    Miałam pewne obawy co do tej książki. Dziewczyny pisały, że płakały przy niej bardzo. Podchodziłam zatem, przynajmniej początkowo, bardzo ostrożnie. I już na początku odłożyłam ją, bo wydawało mi się, że stanie się coś strasznego. Strasznego, w takim sensie, że trudnego, wzruszającego. Ale w tej książce takich chwil jest mnóstwo. Nie da się od nich uciec, za to autorka pozwala w przepiękny sposób, przeżyć je razem z bohaterami. 
    Gdybym miała powiedzieć o czym dla mnie jest "Powiedz mi, jak będzie" to o sile kobiecości. I przeogromnej potrzebie posiadania potomstwa. To jest taka powieść od kobiet i dla kobiet. Wzrusza, chwyta za serce i daje nadzieję. 
    Pamiętam seminarium, w którym uczestniczyłam na studiach, dotyczące prokreacji. Rozmawialiśmy na nim głównie o stratach, poronieniach. O tym, jakie są metody pomocy i co realnie przysługuje pacjentkom. Pamiętam też, jak doktor, która prowadziła seminarium, na początku powiedziała, że jeżeli ktoś jest w trakcie starań, albo ma za sobą stratę, albo podobne problemy, to może się przepisać. Bo historie strat zostają, nawet jeżeli są tylko usłyszane, w kobietach na bardzo długo. I chyba podobnie jest z tą książką. Zostaje w głowie, zostają emocje, które wzbudziła. 
   Przepiękna, wzruszająca, a do tego napisana w taki sposób, że trzyma w napięciu do ostatniej strony. Mam nadzieję, że autorka już pisze kontynuację! 

poniedziałek, 18 maja 2020

Bulimia. Moja historia choroby- Aleksandra Dejewska

    Książka swoją premierę miała już jakiś czas temu, ale mój egzemplarz zaginął gdzieś w czasoprzestrzeni. Ciągle jednak uważam, że jest warta pochylenia się nad nią, z podobnych powodów co "Orkan. Depresja". 
    "Bulimia...." jest zapisem walki z chorobą autorki. W sporej części to jednak opis samych zaburzeń odżywiania, funkcjonowania ludzkiej psychiki, osobowości, leczenia zaburzeń odżywiania i przyczyn ich powstawania. Teoretyczna wiedza, poparta własna historią autorki. 
   Chyba spodziewałam się czegoś innego. Tego, co obiecywał mi podtytuł. Historii choroby. Dostałam natomiast ogromną dawkę wiedzy, którą, ze względu na moje, prawie już skończone studia, raczej posiadam ;-). Nie było w tym dla mnie nic odkrywczego, zakładam jednak, że nie jest to wiedza, którą posiada każdy z nas. Jest natomiast niezbędna do tego, by móc zrozumieć obraz choroby, funkcjonowania. 
    Napisana w taki sympatyczny, przyjemny sposób, przez co czyta się ją lekko (mimo trudnego tematu!). Myślę, że to świetna pozycja dla rodziców, bliskich osób z zaburzeniami odżywiania. Pomoże spojrzeć na świat oczami bulimiczki. Ale też, przede wszystkim, to książka doskonała do tego, by dać początek zmianom zaburzonego myślenia u osoby chorej. W taki delikatny, bez dramatyzowania i szokowania, sposób pokazuje, co działa nie tak i w jaki sposób można to zmienić. Autorka nie próbuje przerażać trudną drogą leczenia, pokazuje raczej, że wyjście z choroby jest możliwe.  
   Warto się nad nią pochylić, nie tylko, jeżeli w naszym otoczeniu ktoś choruje. Lektura takich książek sprawia, że uwrażliwiamy się na pewne problemy. Łatwiej nam wtedy wypracować taki wewnętrzny radar, który, kiedy zauważy w naszym otoczeniu problem, da nam o tym sygnał. I ten sygnał, dzięki tej książce, będzie poparty rzetelną wiedzą.  

wtorek, 12 maja 2020

Orkan. Depresja- Ewa Nowak

     Gdybyście mięli przeczytać z mojego polecenia tylko jedną książkę, to sięgnijcie po "Orkan depresja". Ta książka jest tak denerwująco trudna i jednocześnie ważna, że trudno przejść obok niej obojętnie. 
   Borys Orkan jest zwykłym- niezwykłym nastolatkiem. Chodzi do szkoły, ma paczkę przyjaciół i przyjaciółkę, w której skrycie się kocha. Mieszka z mamą, uzależniony ojciec mieszka z inną kobietą i często dzwoni do Borysa. Z dnia na dzień, w odpowiedzi na różne sytuacje Borys czuje się coraz gorzej. Jest rozdrażniony, chronicznie zmęczony. Sam nie wie, skąd mu to przychodzi, ale dla swoich bliskich jest coraz bardziej odpychający. W jego głowie pojawia się Głos, który podpowiada mu, co wrednego może powiedzieć ludziom, na którym mu do niedawna zależało. Głos, który będzie próbował zmusić Borysa do okaleczenia, do samobójstwa. 
    Borys nie mógłby być bardziej prawdziwy. Depresja w dzisiejszych czasach, zwłaszcza wśród dorosłych, stała się bardzo popularna. Nie mam tu na myśli jednostki chorobowej, ale opowiadania, że "pokłóciłam się z facetem, mam depresję", "na moją depresję pomoże dzisiaj tylko wiadro lodów". Po pierwsze, pomijając to, że depresji jako choroby, nie dostaje się ot tak i z pewnością nie leczy się lodami, to chciałam o czymś innym. Obraz depresji, jaki posiadamy, to człowiek smutny, o obniżonym napędzie, cierpiący na bezsenność. Owszem, tak najczęściej chorują ludzie dorośli. Jednak u nastolatków depresja może przybierać zupełnie inne oblicze. Młody człowiek może opuścić się w nauce, zamiast bezsenności, przesypiać cały dzień, czy, podobnie jak Borys, przyjąć taką opryskliwą, odpychającą maskę. To nadal będzie depresja. Nauka, jaka w tej kwestii płynie z "Orkanu..." to z pewnością nauka czujności. Znaczna zmiana w zachowaniu adolescenta nie powinna uciec uwadze rodziców, czy najbliższych. 
     Kiedy czytałam rozdział na temat pobytu Borysa na oddziale psychiatrycznym, miałam przed oczami młodych ludzi, których spotkałam na praktykach, na oddziale psychiatrii młodzieży. I przede wszystkim słowa, które wtedy usłyszałam od ordynatora. Że oddział psychiatryczny jest dla tych dzieciaków najlepszym z najgorszych miejsc. Pozwala bowiem zaopiekować się chorym człowiekiem, ale jednocześnie to idealne miejsce do zawiązania znajomości, z podobnymi mu nastolatkami. Te znajomości, całe funkcjonowanie w szpitalu, może działać naprawdę dezadaptacyjnie. Borys poznał w szpitalu Miszę, w którego był wpatrzony jak w obraz. To Misza zachęcał go do samobójstwa, w swoim obsesyjnym kulcie śmierci.  I chociaż Orkan chciał jak najszybciej wyjść ze szpitala, to coś się wtedy w nim zmieniło. Okaleczanie, albo myśli o samobójstwie, były mu od momentu wyjścia z oddziału, coraz bliższe. 
    Kolejnym bardzo ważnym aspektem, który porusza autorka w swojej książce, jest samobójstwo w najbliższym otoczeniu. Badania dowodzą, że wielokrotnie wzrasta ryzyko popełnienia samobójstwa, jeżeli w otoczeniu, ktoś zabił się w ten sposób. Sąsiad Borysa wyskoczył przez okno, pokazując bohaterowi w ten sposób, że jest to jakieś rozwiązanie? Tak, w każdym razie widział to Borys. I chociaż on o tym nie wiedział, nie wiedział też jego sąsiad, to samobójstwo Adama, o krok zbliżyło Borysa do jego własnej śmierci. 
   Ta książka jest jak wejście do świadomości nastolatka z depresją. Czytelnik wchodzi w sam środek okrutnego huraganu, który trawi świadomość głównego bohatera. Nie zdradzę, czy Borys wyjdzie z tego cało, z pewnością natomiast, czytelnik zostanie nieźle poturbowany. To książka, która porusza, wzbudza niepokój. Ale jednocześnie tak bardzo uwrażliwia na problemy młodych ludzi. Jeżeli wzbudziłaby czujność chociaż jednego rodzica, nastolatka, kogoś, kto ma w swoim otoczeniu takiego Borysa, to warto o niej trąbić. Ze swojej strony- naprawdę mocno polecam. 

piątek, 8 maja 2020

Bliżej niż myślisz- Ewa Przydryga


   Jeżeli jest coś, czego brakuje mi wśród polskiej literatury, to są to z pewnością thrillery. Nie takie troszkę kryminalne, ale takie z kobietą, jako główną bohaterką, z tajemnicą, dziwacznością i strachem. Dlatego dałam szansę "Bliżej niż myślisz", bo chociaż okładka jakoś nie pasowała mi do dobrego thillera, to opis brzmiał bardzo zachęcająco.
    Nika prowadzi swój pensjonat, jest pisarką. Kilka lat wcześniej rozstała się z mężem, została skrzywdzona przez stalkera. Teraz, w wyniku dziwnych zbiegów okoliczności, trafia na trop morderstwa sprzed lat. To morderstwo, które wydarzyło się lata wcześniej, dzieje się ponownie, na jej oczach, w jej pensjonacie. Bohaterka zaczyna własne śledztwo. Przez wcześniejsze problemy psychiczne, nikt bowiem nie wierzy, w prawdziwość tego, co widziała.
    Jestem pod wrażeniem. Tak dobrze napisanej thrillerowej bohaterki w polskich thrillerach jeszcze nie spotkałam. Jest traumatycznie poturbowana przez życie, pogubiona i odważna jednocześnie. Autorka rzuca pod jej nogi straszne kłody, które ona sprawnie omija. Bardzo mi się to podobało.
    Poza tym, cała historia jest wciągająca, zaskakująca i utrzymana w ciągłej niepewności tak, że z przyjemnością do niej wracałam. Chociaż domyśliłam się dosyć szybko, kto może stać za morderstwem, tropów było wiele i w zasadzie do samego końca nie byłam pewna, czy mam rację. Co więcej, wszyscy potencjalni podejrzani wydawali się bardzo realni.
     Thriller, który nie może Wam umknąć. Chcecie go przeczytać. Widzę w nim ogromny potencjał i chcę przeczytać więcej. Świetna intryga, wspaniała główna bohaterka. Ogromne gratulacje dla autorki- gdybym kiedyś chciała napisać thriller, chciałabym, żeby był równie dobry.


poniedziałek, 4 maja 2020

Nie bój się! Wielka księga strachu (nie tylko) dla cykorów


   Kiedy Nasza Księgarnia zaproponowała mi recenzję "Nie bój się" pomyślałam, że nie może być na tę książkę lepszego momentu, niż obecnie, w czasie, kiedy wszyscy żyjemy w cieniu wirusa. Zdarza Wam się kompulsywnie odświeżać strony z wiadomościami? Sprawdzać liczbę zachorować kilka razy dziennie? Oglądacie TVN24 i niewiele rozumiecie z tego, o czym mówią politycy? A pamiętacie wtedy, że obok Was na podłodze siedzi Wasze dziecko? Wydaje się bardzo zainteresowane układaniem klocków, ale słyszy. Słyszy podniesiony głos redaktora, słyszy rozmowy dorosłych, wie, że musi często myć ręce i że wirus, chociaż niewidzialny, może czaić się wszędzie. Wiecie, kto siedzi wtedy obok niego? Strach. 
    Chociaż dziecko może nie zdawać sobie sprawy z jego istnienia, on jest. I ta książka to idealny przyczynek do rozmowy o nim. O strachu, ale i o emocjach w ogóle. 
     Strach w książce przedstawiony jest, tak jak widać na okładce, jako postać, wielka czarna kulka, z małymi oczkami i...szerokim uśmiechem. Dziecko, czytając książkę, poznaje jej głównego bohatera- strach. Dowiaduje się, że może on mieć różne kolory i że ma kilku znajomych- radość, smutek i złość. Na kolejnych stronach Strach pokazuje młodemu czytelnikowi, co to znaczy się bać, czym jest lęk, strach wrodzony i wyuczony. Opowiada też o strachu rodziców. 
   Książka jest w niewielkim stopniu interaktywna, tzn. dziecko może narysować swój własny strach, albo rozwiązać krzyżówkę ze słowem strach. 
   Przepięknie zilustrowana, ogromna księga, na podstawie której rodzic może nie tylko wyjaśnić dziecku, dlaczego się boi, ale także spróbować przeprowadzić taką domową psychoedukację. Będzie świetnym początkiem do rozmowy na temat emocji, na temat tego, dlaczego się pojawiają i że pojawianie się ich, nawet tych trudnych, jak złość czy lęk, jest czymś dobrym. 
"Nie bój się" tak jak pisałam na początku, może być doskonałą książką, do rozmowy na temat koronawirusa i tego, jak nasze dziecko czuje się w obecnej sytuacji. Może też być doskonałym powodem do rozmowy o emocjach, rozumieniu ich i akceptacji (!). 
    Jeszcze lepiej będzie, jeżeli książka wzbudzi refleksję w rodzicach albo rozpocznie rodzinną dyskusję na temat emocji. Piękna, bardzo mądra- bardzo ważna pozycja w dziecięcej bibliotece. 


piątek, 1 maja 2020

Smutna historia "Zupy z granatów"

     Bardzo rzadko sięgam po książki inne niż nowości. To chyba jedyny minus bycia recenzentem. Nie nadążam z czytaniem książek przysyłanych przed wydawców i nie mam nawet co marzyć o czymś "poza kolejnością". Ale "Zupa z granatów" czekała od dawna. Miałam ją na starym czytniku, zaczęłam czytać i...zapomniałam. Ale pachnąca przyprawami historia gdzieś ciągle we mnie siedziała. Teraz w końcu znalazłam na nią czas. Kupiłam w wersji papierowej, wydawnictwo WAB skusiło mnie tą okładką. Czytałam zakochana w historii. 
   Trzy siostry uciekają z ojczyzny, w której toczy się wojna- Iranu. W małym irlandzkim miasteczku postanawiają założyć restaurację.  
   Nie chcę zdradzać nic więcej. To historia utrzymana w realizmie magicznym. Każdy rozdział rozpoczyna inny perski przepis. Moim pierwszym planem było zresztą, by obudzić tę historię na nowo, wykonać z niej jeden z przepisów (i z pewnością jeszcze to zrobię!). Moją uwagę przykuło jednak coś zupełnie innego. Ale o tym zaraz. 
    Niewiele obyczajowych historii tak bardzo mnie wciąga, tak bardzo pobudza. Uwielbiam realizm magiczny. To taki balans na cieniutkiej granicy pomiędzy rzeczywistością i magią. "Zupa z granatów" razem ze wszystkimi zapachami i smakami egzotycznych potraw, wpisuje się idealnie. Jest w tej książce jakiś ulotny dla mnie czynnik, który kompletnie mną zawładnął. Może chodzi o jej egzotykę? Albo o radość i szczęście odnajdywane przez siostry w codziennych czynnościach?
     W trakcie lektury próbowałam znaleźć autorkę, Marshę Mehran na istagramie. Wszyscy autorzy mają teraz instagramy, żeby tacy jak ja, mogli oznaczać ich na ładnych zdjęciach książek. Nie znalazłam. Potem natomiast przeczytałam opis bibliograficzny autorki i... zrozumiałam, jak bezsensowne były moje poszukiwania.
       Marsha Mehran  zmarła w niewyjaśnionych okolicznościach w 2014 w wynajmowanym domu w Irlandii. Jakiś smutny, nostalgiczny cień położył się wtedy na mojej lekturze. Zaczęłam szukać informacji na jej temat w sieci. Po rozwodzie pisarka zamieszkała sama. Odizolowana od ludzi, pisała kolejną książkę. Jej bliscy opowiadali, że kiedy pisała, poświęcała się temu bez reszty. Ciężko było się z nią skontaktować. Agentka nieruchomości, która kilka razy próbowała się z nią skontaktować, w końcu, używając własnych kluczy, weszła do domu Marshy. Znalazła ją martwą. Jak przeczytałam, w domu było pełno śmieci, wyglądał na zaniedbany. Kiedy znaleziono ciało pisarki, nie żyła ona już od tygodnia. 

    Szukałam dalej. Znalazłam stronę internetową, którą stworzył ojciec Marshy, na jej cześć. Nie była aktualizowana od kilku lat. Ojciec Marshy jest artystą malarzem. Dodatkowo, znalazłam bardzo podobną stronę na cześć brata pisarki, który w 2018 roku popełnił samobójstwo. 

    Dalsze poszukiwania wysłały mnie na mój własny strych. Autorka napisała felieton do magazynu, który swego czasu namiętnie kupowałam, a który przestał się ukazywać kilka lat temu. Mowa tu o "Bluszczu". Przechowuję w kartonie wszystkie posiadane przeze mnie egzemplarze. Do wczoraj nie wiedziałam po co. Zajrzałam do nich pierwszy raz. Przepiękna, sentymentalna podróż. Artykuł Marshy Mehran zamieszczam poniżej. 
    Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego tak bardzo wstrząsnęła mną ta historia. Może to przez kontrast, pomiędzy idyllicznym światem "Zupy z granatów" a smutną historią życia autorki? Śmierć w niewyjaśnionych okolicznościach, bez względu na to, kim była ta osoba, zawsze jest wstrząsająca. A może dlatego, że jak przeczytałam, pisarka mogła mieć problemy psychiczne, istnieje teoria, która mówi, że bez reszty zatraciła się w wykreowanym przez siebie świecie. 
    "Zupa z granatów" nadal pozostaje dla mnie jedną z piękniejszych książek, jakie kiedykolwiek czytałam. W całej tej historii jest jednak jakaś nostalgia, coś tajemniczego i jednocześnie niewyobrażalnie smutnego. Chciałabym tym postem obudzić autorkę wśród polskich czytelników na nowo. Obiecuję przepiękną, smaczną historię. Tymczasem...Wracam do czytania drugiej części "Woda różana i chleb na sodzie". 
    



piątek, 24 kwietnia 2020

Zatruty ogród- Alex Marwood

 
  Romy jest jedną z nielicznych ocalałych w zbiorowym samobójstwie w odizolowanej od świata sekcie. Po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego rozpoczyna życie w rzeczywistości, której nie rozumie, która, jak nauczono ją w sekcie, niesie śmiertelne zagrożenie. Nie jest jednak jedyną z ocalałych, musi znaleźć pozostałych, w tym swoje rodzeństwo. 
   Sarah, siostra matki Romy, postanawia zaopiekować się dziećmi, które przetrwały samobójstwo. Przyjdzie jej zmierzyć się z dziećmi, które zostały wychowane w czekającej na koniec świata sekcie. 
   Po opisie wydawcy spodziewałam się historii, w której uratowana z sekty Romy ucieka przed innymi ocalałymi członkami i próbuje ułożyć sobie życie. To jednak zupełnie inna historia. Romy sama będzie próbowała znaleźć ocalałych i wcale nie będzie chciała odciąć się od tego, w czym żyła. 
   Być może to właśnie jest główna wartość i to, co wzbudziło we mnie strach w tej książce. To, w jaki sposób zatruty sektą umysł postrzega rzeczywistość i to, że nie da się zmienić myślenia takiego ocalałego z dnia na dzień. 
    Nastawiłam się na zupełnie inną historię i ciężko było mi się przyzwyczaić do tego, o czym czytałam. Podobnie jak w ostatnio czytanym przeze mnie "Dylemacie" to thriller bardziej psychologiczny. Wpływający na czytelnika w taki dziwny, pokrętny sposób. To, w jaki sposób sekta nieodwracalnie zatruła umysły bohaterów książki, jest przerażające. 
   Denerwowała mnie postać Sarah'y. Była taka...bez wyrazu, nie było w niej niczego charakterystycznego. Nawet jeżeli pomyślana jako rozwiedziona, smutna kobieta, wydawała mi się bardzo naiwna i podporządkowująca. Kontrast pomiędzy myśleniem dzieci z sekty, a dorosłej kobiety, był pewnie celowym zabiegiem ale w jakiś sposób pokazywał, że ten sekciarski sposób postrzegania świata wygrywał, a to wzbudzało moją irytację. 
   Dziwna, nieprzewidywalna historia. Wzbudziła we mnie cały wachlarz emocji, od obrzydzenia, przez zaciekawienie, po złość. Thiller, który zaskakuje. 



czwartek, 9 kwietnia 2020

Dylemat- B.A. Paris

    Kilka lat temu B.A. Paris szturmem wdarła się do naszych bibliotek thrillerem "Za zamkniętymi drzwiami", który bardzo długo trwał na liście bestsellerów. Teraz autorka wraca z kolejnym thrillerem, który mimo, że jest na drugim miejscu na liście bestsellerów empik (dn. 18.03.20) to...zbiera też negatywne opinie. 
    Livia od dawna czeka na swoje czterdzieste urodziny. Mają być tak huczne, jak huczne powinno być wiele lat temu jej wesele. Livia skrywa jednak sekret, który dotyczy jej córki. Wie, że krótko po przyjęciu wszystko się wyda. 
    Adam chce zrobić Livi prezent, od dawna planuje, że ich córka, Marnie zrobi matce niespodziankę i pojawi się na przyjęciu, wróci z Hongkongu. Coś jednak idzie bardzo nie tak. Dzieje się coś strasznego. Czy Adam ukryje prawdę przed wszystkimi, żeby ocalić przyjęcie żony? 
    To nie jest thriller, do jakiego przyzwyczaiła nas autorka. Nie leje się krew, czytelnik nie boi się każdej kolejnej strony. To bardzo zagmatwana historia, trochę ocierająca się o thriller ale taki bardzo soft. Tytułowy dylemat dotyka obydwoje głównych bohaterów. Nie mówienie prawdy, skrywane sekrety powoli niszczą Livię i Adama, chociaż każdego z innego powodu.  
    To zagmatwana emocjonalnie historia, przez którą, ze względu na krótki czas akcji, bo niemal kilka dni, biegnie się bardzo szybko. Trudno się od niej oderwać ale równie trudno ukierunkować się, zaprzyjaźnić z bohaterami. Z jednej strony wzbudzają współczucie, a z drugiej w tym samym czasie, złość czytelnika.  
   "Dylemat" to nie thriller, który mrozi krew w żyłach. To historia pełna trudnych emocji, ciężka od kłamstwa. Tym, którzy liczą na straszny thriller polecam raczej pierwszą książkę Paris. Tym natomiast, którzy lubią zatopić się w hermetycznym świecie zagmatwanych, dramatycznych historii rodzinnych gorąco polecam. Przeczytałam w dwa dni, z ogromną przyjemnością. 

poniedziałek, 30 marca 2020

Gdyby nie ty- Colleen Hoover


    Colleen ostatnio żongluje literackimi gatunkami. Autorka, która podbiła serca fanek zaskakującymi historiami miłosnymi, w poprzednim roku zaskoczyła czytelników thrillerem („Coraz większy mrok”) i powieścią erotyczną („Too late”). W „Gdyby nie ty” Hoover wraca na dawno przetarte szlaki.
    Codzienność Morgan po brzegi wypełnia rutyna. Kiedy siedemnaście lat wcześniej razem z Chrisem, będąc jeszcze nastolatkami, zostali zaskoczeni informacją o ciąży, ich życie wywróciło się do góry nogami. Stanęli na wysokości zadania, wychowując nastoletnią Clarę. Teraz jednak kobietom, matce i córce, przyjdzie się zmierzyć z utratą najbliższych. Kiedy na jaw wyjdą skrywane tajemnice, świat Morgan i Clary nigdy już nie będzie taki sam.
Książki Colleen Hoover kojarzą mi się raczej z zaskakującymi zakończeniami, a w „Gdyby nie ty” największa burza wybucha już na początku. Jednak rozmiar okropieństwa tego, co stawia autorka przed swoimi bohaterami, jest tak wielki, że obawiałam się, czy uda im się w ogóle podźwignąć z dna, w które wrzuciła je utrata najbliższych.
    Doskonale napisane postaci. Zarówno Clara, jak i Morgan, naprzemiennie prowadzące narrację, potrafiły w trakcie lektury mnie rozzłościć swoim zachowaniem, jak i wzbudzić pozytywne uczucia, empatię. Z pewnością jednak nie są jednokolorowe, ale bardzo po ludzku popełniają błędy, postępują wbrew woli...czytelnika ;-).
    Autorka wrzuca swoich bohaterów w sytuację niewyobrażalnej tragedii, przez którą na światło dzienne wypływa tajemnica rujnująca całe dotychczasowe życie bohaterów. To, co pozwala im potem nauczyć się żyć na nowo to przepięknie pokazana, trudna miłość pomiędzy matką i córką ale także siła budowanego na nowo zaufania i prawdy. Szczerość, na którą tak trudno zdobyć się Morgan, jest w moim odczuciu, najbardziej wzruszającym aspektem tej historii. To dzięki niej, życie bohaterek będzie miało szansę się odbudować.
     Piękna historia o tym, co pozostaje po stracie najbliższych. Hoover w mistrzowski sposób pokazuje siłę miłości pomiędzy matką i córką, która trwa mimo największej burzy. Przywraca wiarę w wyzwalającą moc prawdy.


środa, 25 marca 2020

Czarne morze- Karolina Macios

    Joanna od dziecka ma dziwny dar. Kiedy dotknie czyjejś dłoni, widzi okropne rzeczy, które przydarzyły się temu człowiekowi. Jako dziecko jest traktowana jak lokalna wróżka. Dopiero kiedy jej ciotka, psychiatra, zabiera ją na oddział, ordynuje leki, okazuje się, że to, co początkowo wszyscy brali za siły nadprzyrodzone, było tylko zaburzeniem. Teraz jednak, w życiu Joanny dzieje się coś dziwnego. Po niegroźnym wypadku samochodowym Joanna bardzo długo dochodzi do siebie. Rzeczywistość miesza jej się z sennymi koszmarami. Nawiedzają ją dziwne obrazy, których nie potrafi z niczym połączyć. Przede wszystkim jednak nie wie, gdzie jest jej dziecko? Komu powinna ufać? Swojemu poharatanemu umysłowi, czy mężowi, który nie mówi jej całej prawdy? 
    Kiedy czytałam opis "Czarnego morza" widziałam to niesamowite miejsce, klif w Gdyni. Piękne latem ale w jakiś sposób przerażające. Widać tam, że przyroda nic nie robi sobie z działań człowieka. Morze zabiera tam to, co do niego należy, a człowiekowi pozostaje tylko biernie się temu przyglądać. To idealne miejsce na thriller. Poza tym tak mało mamy świetnych, polskich thrillerów. Byłam bardzo ciekawa. 
    Ta historia jest dziwna, wymyka się schematom, jest nieprzewidywalna. Trzyma w napięciu, chociaż nie dlatego, że dzieją się w niej straszne rzeczy, raczej dlatego, że czytelnik kompletnie nie wie, czego się po niej spodziewać. Czytając, widzimy wszystko głównie z perspektywy Joanny i, podobnie jak ona, nie wiemy, co jest rzeczywistością, a co koszmarnym wymysłem. Ciężko jest zrozumieć to, co dzieje się w jej umyśle, z drugiej strony, nie wzbudza ona współczucia, raczej...strach. Nie ma złych i dobrych bohaterów, trudno też domyślić się, jak rozwiąże się fabuła. 
    "Czarne morze" to historia bardzo psychologiczna. Mniej tu z thrillera, więcej grania na emocjach, takiego psychologicznego poplątania, na granicy z poważnym zaburzeniem. Czyta się jednym tchem, wciąga w dziwny, pokrętny sposób. Długo nie daje o sobie zapomnieć, głównie przez bohaterkę, Joannę. Świetny początek, czekam na więcej!

czwartek, 19 marca 2020

Pszczelarz z Aleppo- Christy Lefteri

     Rzadko sięgam po tego typu książki. Nawet jeżeli już się na nie decyduję, to często lądują na samym końcu kolejki książek do przeczytania, a w efekcie, często czekają całymi miesiącami. Potrzebowałam jednak czegoś, co przełamałoby czytelniczą niemoc. 
   Nuri i Afra mieszkają w Syrii. Do wybuchu wojny Nuri prowadzi wraz ze swoim kuzynem pasiekę. Prowadzą egzotyczne, idylliczne życie w Aleppo. Wojna zmienia wszystko. Bojownicy zabijają dzieci, rujnują domy. Mustafa ucieka do Wielkiej Brytanii jako pierwszy. Afra, żona głównego bohatera, długo utrzymuje, że woli zginąć w swoim domu, niż uciekać. Strach w końcu wygania również ich. Rozpoczynają bardzo długą podróż, którą opisuje książka. 
     "Pszczelarz z Aleppo" to historia kontrastu. Kolejne rozdziały to częściowo zapis początków życia w nowym państwie, a z drugiej strony, kontrastowo zapis okrutnej wojny i drogi, jaką musieli odbyć Nuri i Afra decydując się na los...uchodźcy. 
     Z jednej strony klimat i kultura Syrii, od opisu której zaczyna się historia, jest dla mnie zupełnie egzotyczny, z drugiej jednak, niesamowicie fascynujący. Jeszcze bardziej nieznana wydaje mi się instytucja wojny. To, co w okrutnie realistyczny sposób opisuje tu autorka, wykracza poza moje wyobrażenia o współczesnym, cywilizowanym świecie.  
    Natomiast samo już słowo uchodźcy- jest jakby nieco bliższe. Z pewnością pamiętacie jakim pionkiem w politycznych rozgrywkach byli uchodźcy. I jednocześnie, ja przypominam sobie takie zdjęcie krążące w sieci, z martwym dzieckiem wyrzuconym na brzeg morza. Ta książka wyjaśnia od początku do końca, na przykładzie pojedynczej historii, jak do tego doszło. Pokazuje, z jakimi problemami borykają się ci ludzie. Problemami, o których my, dyskutując na temat mitycznych uchodźców, w cieple własnego domu, nie mamy zielonego pojęcia. 
    Historia zawarta w książce jest literacką fikcją, ale autorka pracowała jako wolontariusz w obozie dla uchodźców w Grecji. 
    Pięknie napisana, do granic przejmująca powieść. Historia, która otwiera oczy, pozwala zrozumieć. Na długo pozostanie w mojej pamięci. 

wtorek, 10 marca 2020

O krok za daleko- Harlan Coben

     Moje pierwsze spotkanie z Cobenem. Niby wiedziałam, że wszyscy się zachwycają, ale jakoś...ciągle było nam nie po drodze. I jest, w końcu. Najnowsza powieść, daję jej szansę. Oczekiwania mam ogromne. 
     Simon nie cofnie się przed niczym, żeby odzyskać swoją córkę- Paige. Paige rzuciła studia, dom rodzinny, całe dotychczasowe życie. Uzależniona od narkotyków, jest dla swoich rodziców w zasadzie nieuchwytna. Zdesperowany Simon postanawia szukać jej na własną rękę. Jedna bójka w Central Parku wystarcza, żeby wydarzenia potoczyły się błyskawicznie, prowadząc Simona i jego rodzinę w stronę śmiertelnego niebezpieczeństwa ale też, jak się wydaje, przybliżając go do córki. 
    Czytałam tę książkę trochę na raty. Pozwalam sobie czasami na takie intuicyjne czytanie. Jeżeli książka mnie nie wciąga, a trochę męczy, to...zastępuję ją inną ;-). Do Cobena jednak wróciłam. Pod zdjęciem tej książki na moim instagramie pojawiło się wiele sprzecznych komentarzy. Jedni byli zachwyceni, książkę pochłonęli w jeden dzień, inni wręcz przeciwnie, twierdzili, że książka im się dłużyła. Chyba jestem gdzieś pomiędzy. Dałam się jej wciągnąć pod koniec. Bohaterowie są świetni, bardzo charakterystyczni. Cała fabuła jest skomplikowana i mam wrażenie bardziej kryminalna, niż thrillerowa. 
    To, co mnie rozczarowało to fakt, że sama nie miałam szansy rozwiązać zagadki. W kryminale zazwyczaj czytelnik prowadzony jest tak, żeby cały czas skupiał się na jednym mordercy, a potem na koniec bach! morduje sympatyczna starsza pani. Ale w thrillerze jest inaczej. Tutaj...sama nie wiem, jak było. Wzbudził moją irytację fakt, że nie miałam żadnej szansy rozszyfrować tej zagadki. 
      
    Ostatecznie myślę, że historia jest warta przeczytania, podziwiam kunszt autora. Czuję się zachęcona do sięgnięcia po inne jego powieści. 

poniedziałek, 2 marca 2020

Nienasycona- Katarzyna T. Nowak

     Autorka tej książki pojawiła się już raz na blogu. Napisała książkę "Rok na odwyku", o której pisałam tu i która zrobiła na mnie spore wrażenie. Bez wahania sięgnęłam po "Nienasyconą". 
    Główna bohaterka pije. Jej życie toczy się głównie wokół alkoholu, zdobywania pieniędzy na alkohol, kompulsywnych zakupów i kolejnego uzależnienia, tym razem od benzodiazepin. 
    Książka jest krótka, do przeczytania w zasadzie w jeden wieczór. I tak jak krótka, tak przerażająca. Nie na tym poziomie, co thrillery, w których morduje się ludzi. Raczej na tym poziomie, na którym czytelnik empatyzuje z bohaterem powieści, którą czyta. Jeżeli będzie to czytelnik, który wie, czym jest uzależnienie (a wiem z całą pewnością, że takich będzie wielu), to będzie przerażony. 
   To historia ogromnego systemu iluzji i zaprzeczeń, w którym żyje bohaterka. To także bardzo prosta, szybka droga w dół. W "Roku na odwyku" znalazłam taki cytat: 
- Dam wam taki przykład. Jedziecie samochodem i nagle słyszycie stuki-puki. Co robicie? 
-Zatrzymuję się i sprawdzam, co się dzieje- mówię. 
-To jest optymistyczne, normalne działanie- stwierdza terapeutka. - Osoba uzależniona, kiedy słyszy stuki-puki, dąży do wyeliminowania nieprzyjemnej sytuacji. I co robi? Włącza radio. One trwają i może dojść do wypadku, ale kierowca już ich nie słyszy, więc jest uspokojony
"Nienasycona" jest w moim odczuciu właśnie historią o tym wszystkim, co można by nazwać włączaniem radia. O tym, jak daleko osoba uzależniona jest w stanie się posunąć w tłumaczeniu przed sobą swojego picia. Co potrafi zrobić, by odciąć się od ludzi, którzy wskazują jej problem. 
    Warta przeczytania, chociaż idealnie byłoby połączyć ją z lekturą "Roku na odwyku". Wtedy przestaje być tak bardzo smutna, nie pozostawiająca nadziei. Co więcej, poszperałam właśnie w informacjach na temat autorki.Dowiedziałam się między innymi, że jest siostrą Małgorzaty Szumowskiej. Historia jest w jakimś sensie autobiograficzna, dlatego chciałam sprawdzić, co u niej. Znalazłam bloga i wpis o tym, że od 4 lat nie pije. Gratuluję. Oby obydwie te książki stały się dla kogoś drogowskazem do pójścia drogą trzeźwości. 


czwartek, 20 lutego 2020

Tysiące książek mieści się w mojej kieszeni

     Kiedy opowiadam o recenzowaniu książek, spotykam się zazwyczaj z dwoma pytaniami. Po pierwsze- kiedy znajduję na to czas? (Polecam brak telewizora ;-)) i po drugie- Gdzie ty to wszystko trzymasz? Hm...To akurat realny i...ogromny problem. Książki mam wszędzie. Dosłownie, nie tylko na regałach, ale też na parapetach, przy łóżku i na stole w kuchni. Ratuje mnie tylko jedno...czytnik. Ceny ebooków są jednak porównywalne z cenami książek papierowych. Jeżeli zatem mam wydać tyle samo pieniędzy, to wolę mieć realną, namacalną wersję książki. Co innego, gdyby w cenie mniej więcej jednej książki mieć dostęp do tysięcy tytułów... 
   Z pomocą przychodzi platforma Legimi. To taki jakby...Netflix, tylko zamiast filmów i seriali, mamy do dyspozycji książki. 

Jak to działa? 

Na początek Legimi proponuje nam dwa tygodnie bezpłatnego dostępu do platformy. Po okresie próbnym wybieramy abonament, w cenie (w dniu 26.01.20) 32,99 zł za dostęp do samych ebooków i 39,99 za dostęp do ebooków i audiobooków. Instalujemy aplikację na telefonie i w zasadzie możemy już czytać. Możemy czytać nie tylko na telefonie, ale również na komputerze, tablecie. Abonament daje możliwość korzystania z Legimi na 4 różnych urządzeniach. 
   Potem pozostaje już tylko przejrzenie ogromnego zbioru książek i wybranie najciekawszej lektury. Proste, prawda? Wybrana książka ląduje na naszej półce. My czytamy, a Legimi liczy, ile czasu spędzamy na lekturze (to świetna sprawa, można zobaczyć ile dziennie czytamy i porównać to na przykład do czasu spędzonego na Facebooku. Nadal zastanawiacie się skąd wziąć czas na czytanie? ;)). 

Legimi na Kindle 

Super, powiecie, ale co jeżeli korzystamy z czytnika? Zastanawiałam się nad tym samym, bo super jest móc czytać na telefonie, który mamy zawsze ze sobą, ale znacznie przyjemniej czyta się na czytniku. Legimi pozwala po sparowaniu aplikacji z Kindle'm na ściągnięcie dziesięciu książek na swój czytnik.  
Czytnik za złotówkę 
To nie wszystko. Jeżeli nie macie swojego czytnika, ale Wasze oczy męczą się czytaniem na telefonie czy tablecie, Legimi proponuje też czytniki- Inkbook lub Pocketbook. Abonament wzrasta wtedy o ratę za czytnik i wynosi około 60 zł, w zależności od tego, jaki czytnik wybierzecie. 

     Zastanawiam się, czy można jeszcze prościej. Legimi jest platformą innowacyjną, taką, której powinien zazdrościć nam świat. Dla pojedynczego czytelnika oznacza to, że w każdej chwili może sięgnąć po interesującą go książkę i od razu zacząć czytać. Nie zapłaci przy tym więcej, niż za jedną książkę kupioną w Empiku. 
    Ja korzystałam z Legimi kilka lat temu, kiedy katalog książek był znacznie mniejszy. Teraz, kiedy zaczęłam tę przygodę na nowo, zaskoczyła mnie ilość nowości i bestsellerów. Ogromny plus za możliwość zgrania książek na Kindle. Jeżeli nadal Was nie przekonałam, proponuję spróbować okresu próbnego. Tylko uwaga! Ta zabawa wciąga...;-)  

sobota, 15 lutego 2020

Stacja miłość- Zoe Folbigg


     Sama nie wiem, co skłoniło mnie do przeczytania tej książki. Nie poleciałam (tym razem :D) na okładkę, historia nie wydawała mi się szczególna, ale otworzyłam ją w piątek wieczorem i z ogromną przyjemnością skończyłam w niedzielę rano. 
    Główna bohaterka, Maya, codziennie dojeżdża do pracy pociągiem. Pracuje w firmie modowej, w której niebawem ma dostać awans. Pewnego dnia do pociągu wsiada mężczyzna, od którego Maya nie może oderwać wzroku. I już wie. Zakochała się. Czy to w ogóle jest możliwe? I czy taka miłość ma szansę na zaistnienie? 
    Maya jest taką...dziewczyną z sąsiedztwa. Ale nie z rodzaju tych, które mają paczkę przyjaciół, którzy kibicują jej w drodze do szczęśliwego związku. Raczej z tych, które mija się codziennie na ulicy, które wydają się takie...normalne i nic nie wskazuje na to, jak ogromna przepełnia je samotność. Wydaje mi się, że to właśnie ona pcha Mayę w szpony uczucia do mężczyzny, który może w ogóle nigdy nie dowiedzieć się o jej istnieniu. 
     Z jednej strony, powiecie, nierealna historia, bez szans na zaistnienie w rzeczywistości, a z drugiej...Niech pierwsza rzuci kamieniem ta, która nigdy nie wzdychała do mężczyzny spotykanego codziennie w pociągu, tramwaju, sklepie, kościele, gdziekolwiek. Ja wzdychałam. I robiłam dokładnie to samo co Maya. 
   Znacie Okuniewską? Znacie podcast Moje Przyjaciółki Idiotki? To książka o takiej idiotce. Nie w negatywnym tego słowa znaczeniu. Taka...lekka, podnosząca na duchu, przywracająca wiarę w miłość od pierwszego wejrzenia i w to, że czasami warto poczekać, zawalczyć i przede wszystkim mieć oczy i uszy szeroko otwarte. Bo miłość może być wszędzie. Do sobotniej kawy, albo na poprawę nastroju po kiepskim poniedziałku. Bardzo przyjemna. 

niedziela, 26 stycznia 2020

Maybe now- Colleen Hoover

      Hurra! Fanki tej historii (do których zdaje się, sama się zaliczam) w końcu doczekały się jej kontynuacji. Po 5 latach. W książce znajduje się opowiadanie Maybe not i Maybe now- kontynuacja histori Ridge'a, Maggie, Sidney... 
    Właśnie wróciłam do swojej recenzji sprzed pięciu lat, dla porównania, możecie ją przeczytać tutaj. Widzę, że to była pierwsza książka Hoover, którą przeczytałam (od tego czasu zdążyłam się już zakochać w jej powieściach) i byłam nią emocjonalnie wstrząśnięta. Dlatego, od Maybe now oczekiwałam wiele... 
     Proponuję nie czytać dalej, jeżeli nie czytaliście jeszcze Maybe someday. Pewne informacje mogą być spoilerem. 
     Opowiadanie Maybe not jest historią Warrena i Bridget. Jest pikantne, krótkie, bardzo...konkretne i mam wrażenie, że jest zupełnym kontrastem dla drugiej historii w tej książce. 
    Ridge jest rozdarty pomiędzy Sidney i Maggie. Ta druga, przypominam, choruje na mukowiscydozę, postanawia spełniać kolejne punkty ze swojej listy rzeczy, do zrobienia przed śmiercią. Śmiercią, która chorych na mukowiscydozę spotyka dość szybko. Odhacza skok ze spadochronem i...przygodę na jedną noc. Sidney zostaje postawiona w bardzo trudnej sytuacji, będzie musiała wykazać się pokładami empatii... 
    Bardzo chcę uniknąć spoilerów, dlatego zatrzymam się w tym miejscu.  Maybe someday czytałam bardzo dawno temu i byłam zachwycona. Nic więc dziwnego, że od Maybe now oczekiwałam bardzo wiele. Chociaż historia z pierwszej części zupełnie wytarła się już w mojej pamięci, to ożyły wspomnienia z nią związane. Przyjemne uczucie powrotu do starych przyjaciół, tym bardziej, że w Maybe now bardzo duży udział ma cała paczka znajomych, wszyscy tworzą opowieść i to sprawia, że czytając ją miałam wrażenie, jakbym sama ponownie miała dwadzieścia lat i żyła beztroskim życiem studentki ;-). 
   Od początku byłam bardzo ciekawa w jaki sposób Colleen zamierza rozwiązać dylematy, w które wrzuciła bohaterów. Oczekiwałam fajerwerków i...czegoś mocnego, co naprawdę wzbudziłoby we mnie duże emocje. Nic takiego jednak się nie wydarzyło, przez co może...trochę się zawiodłam? 
    Co nie zmienia faktu, że historia jest równie ciepła, przyjemna, taka kołysząca, jak Maybe someday. Jest doskonałym dopełnieniem pierwszej części, w pewien sposób ją zamyka. Nie sposób jej nie przeczytać. Wspaniałe uczucie powrotu do starych znajomych. 

sobota, 11 stycznia 2020

Jak wesprzeć WOŚP nie wstając z łóżka?

      Sposobów na wsparcie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy jest mnóstwo. Wrzucenie do puszki dla mnie jest w zasadzie tradycją, czymś, co pamiętam z dzieciństwa i ze wzruszeniem robię od lat. Ale! Jest niedziela, część z nas przez cały dzień nie wytknie nosa za kołdrę. Czy z poziomu własnego łóżka też możemy pomagać? Z pewnością wiecie, że tak ;-). Ja postanowiłam zebrać dla Was kilka najfajniejszych pomysłów na internetowe wsparcie WOŚP.

1. Ubrania do oddania 

To bardzo proste. Zbieramy wszystkie ciuchy, które nam zalegają, pakujemy w karton (rzeczy musi być 10 kg, to nie będzie trudne :D) i wysyłamy za darmo. Link do strony Ubrania do oddania znajdziecie wyżej.

2. Mama Ginekolog! 


W zeszłym roku zaskoczyła chyba wszystkich, sprzedając swoje ebooki za jakieś niewielkie kwoty, które w całości przeznaczyła na Orkiestrę. W tym roku jest podobnie, na stronie internetowej można kupić jej książki, tym razem są to również dwie książki kucharskie (które ja dzisiaj z pewnością kupię), za zawrotną sumę- 21 zł. Cała kwota przeznaczona jest na WOŚP. I powiem Wam w sekrecie, że wczoraj widziałam chyba, że kupiliście już książek (z których przypominam, najdroższa kosztuje 21 zł) za prawie półtora miliona!!! To niesamowite. 

3. Presety od Banaszewskiej 


Kolejny bardzo popularny ebook, tym razem twórczyni genialnych instagramowych tipów i porad. Joanna zaraża pozytywną energią i dzieli się bardzo ciekawą wiedzą na temat zakamarków instagrama. Na Orkiestrowe granie przygotowała zestaw 5 zimowych presetów i swój podręcznik. Presety do wykorzystania w Lightroomie są śliczne!

4. Aukcje internetowe. 


 Z pewnością wiecie o co chodzi. Poniżej linki do kilku, moim zdaniem najciekawszych. Wygrywa rzutnik zorzy polarnej od Okuniewskiej, tylko spójrzcie!
-rzutnik zorzy polarnej od Okuniewskiej
-spotkanie i koncert Maryli Rodowicz
-zakupy kosmetykowe z Red Lipstick Monster
- grafika tegorocznego finału z podpisem Jurka

5. Aplikacja WOŚP 

Bardzo przyjemna appka, do pobrania w App Storze i Sklepie Play. Poza ładnym interfejsem, ciekawostkami i powiadomieniami z dotychczas zebraną kwotą, aplikacja oferuje możliwość wpłacenia datku, a także zagrania w grę i zostać WOŚPoznawcą :) Dzięki niej można też w prosty sposób wpłacić datki do wirtualnej puszki.

6. Wspieram.to 


To po prostu internetowa zbiórka, która również zbiera na Orkiestrę. To co jest super to to, że kiedy do niej dołączycie, kropeczka z Waszym imieniem wyświetli się na takim wielkim sercu. Ja to kupuję!

6. Prościej się nie da! 

Jeżeli żaden z tych pomysłów w ogóle do Was nie przemawia, to mam jeden, jeszcze prostszy - SMS o treści Serce. na numer 75 565 koszt- 6,15 zł