sobota, 11 lipca 2020

Mazurskie lato- Antologia opowiadań

    Wiecie, jak bardzo uwielbiam sezonowe książki? Bardzo. Niestety, dotychczas najwięcej książek tego typu wydawano w grudniu. W tym roku wyszły jednak dwa zbiory letnich opowiadań. Nie mogłam przejść obok nich obojętnie ;-).

     Mazurskie Lato to pensjonat w Mikołajkach, który jest jednocześnie wspólnym miejscem akcji dla wszystkich opowiadań. Krąży legenda, o tym, że w Mazurskim Lecie samotni ludzie odnajdują miłość. Bohaterzy opowiadań albo specjalnie stronią od tego miejsca, lub celowo wybierają je na wakacje, szukając drugiej połówki. 

     Opowiadanie, które chwyciło mnie za serce najbardziej, to historia Tomasza Kieresa. Niedawno odkryłam tego autora i przyznaję, że jestem zachwycona jego twórczością. Mężczyzna, który z precyzją chirurga wyrysowuje przepiękne losy bohaterów i kieruje swoje słowa do kobiet- to jest coś, co bardzo chwyta moją wrażliwość ;-). 

    Jak wspaniale było czytać te historie na pomoście nad jeziorem. Mam to szczęście mieszkać na Pojezierzu Brodnickim, w którym znajduje się ponad sześćdziesiąt jezior. Uwielbiam to miejsce i to życie, które toczy się tu w wakacje. A jednocześnie wspaniale jest mieć ten przywilej, obserwowania przyrody przez cały rok. Ale nie o tym! Książka jest wspaniała. Taka wakacyjna, ciepła, piękna. Zabierzcie ją ze sobą na plażę, albo, jeżeli do Waszego urlopu zostało jeszcze dużo czasu- rozłóżcie się na balkonie pod kocem, a książka zabierze Was na wakacje. Piękna, oby więcej takich perełek w polskich księgarniach!

czwartek, 2 lipca 2020

To, co bliskie sercu- Katherine Center

    Tego typu książki najczęściej zalegają w moim stosie- do przeczytania, w bliżej nieokreślonym czasie. Dlatego zmusiłam się do czytania jej od razu, kiedy ją odebrałam. Początkowo trochę ją męczyłam, ale kiedy już się rozkręciła...uf! Ale od początku. 
    Cassie jest strażakiem. Całe swoje życie poświęca pracy. Doskonale odnajduje się w zdominowanym przez mężczyzn środowisku. Udało jej się zbudować wokół siebie mur, dzięki któremu nic nie robi na niej większego wrażenia. Wszystko zmienia się jednak, kiedy musi przeprowadzić się do swojej matki. Przyjdzie jej odnaleźć się w zupełnie nowej remizie, w której nikt od początku nie będzie jej przychylny. Najważniejsze, żeby nigdy nie okazywała nowym kolegom słabości. I przede wszystkim, nie wolno jej się zakochiwać. Ale to przecież jej nie grozi, Cassie nigdy się nie zakochuje. Jednak...czy aby na pewno? 
     Zupełnie nie spodziewałam się, że ta historia tak bardzo mnie wciągnie. Początkowo bowiem czytało mi się nieco opornie. Kiedy jednak wydarzenia nabrały tempa, nie mogłam się od niej oderwać. 
     Świat strażaków jest mi zupełnie obcy, dlatego czytałam o nim z ogromną ciekawością. Doskonale natomiast potrafię wyobrazić sobie życie kobiety w świecie zdominowanym przez facetów. Autorka ukazuje to w idealny sposób. Kreując przy tym niemal męską bohaterkę. Bohaterkę, która przechodzi w tej powieści bardzo długą i momentami dramatyczną drogę. Jednak z niemal każdego wydarzenia wychodzi silniejsza. 
     Cassie nie jest taką rozmemłaną ciepłą kluchą. Ma swoje zdanie i zasady. To rzadko spotykany typ kobieciej głównej bohaterki. Całą historię porównałabym do historii Jojo Moyes jednak u niej bohaterki nie są takie jak Cassie. 
    To, co dzieje się na końcu książki, zupełnie mnie rozbiło. Cała fabuła prowadzi do bardzo dramatycznych wydarzeń, których ja się kompletnie nie spodziewałam. Samo zakończenie to emocjonalny roller-coaster, który na końcu hamuje przepięknym, niemal baśniowym zakończeniem. 
    Na podstawie tej książki Hallmark mógłby zrobić film. Taki w amerykańskim stylu, o miłości ale w zupełnie nieszablonowy sposób. Kołysała mną ta książka, podobali mi się współpracownicy- strażacy i dzielna Cassie. Do przeczytania w burzową noc, albo w upalny dzień na plaży. Będziecie zachwycone!

środa, 24 czerwca 2020

Nie wszystko będzie źle- dr Kathleen Smith

    Lęk jest bardzo podstępny. Siedzi w nas i zupełnie nie pozwala się do siebie zdystansować. Ciężko bowiem nabrać dystansu do nakręcających się czarnych scenariuszy, które w naszej wyobraźni, realnie mają szansę zaistnieć. Uczymy się zatem z nim funkcjonować, nazywając to swoim charakterem. Ile razy słyszeliście pytanie "Ale po co się tym zamartwiasz? A może wcale nie będzie tak źle?". Co ważniejsze- ile razy odpychałeś wtedy pytającego, mówiąc, że się nie zna, że musisz się zamartwiać, że tak już po prostu masz? A co by było, gdybyś, zamiast skupiać się na treści swoich lęków, pomyślał o nim bardziej globalnie? O tym, że się pojawia? Jeżeli to zrobisz- to z pomocą tej książki, możesz spróbować zdystansować się wobec swojego lęku. Tym samym sprawisz, że NIE wszystko będzie źle. I będzie Ci znacznie lżej :-). 
    Książka "Nie wszystko będzie źle" jest oparta w całości na teorii Bowena. To teoria z nurtu terapii systemowej. Autorka przytacza na końcu w skrócie model w jakim pracuje, zarys teoretyczny i odsyła do literatury (chociaż niestety jest to literatura angielskojęzyczna). 
     Po krótkim wstępie i poznaniu podstaw, w jakich w tym modelu myśli się o człowieku, autorka przedstawia nam zbiór rozdziałów, gdzie każdy dotyczy lęku w innych sytuacjach. Najpierw lęki dotyczące siebie samego, potem relacji z innymi, pracy. Każdy kolejny podrozdział to historia pacjenta (dla zobrazowania problemu), wyjaśnienie i możliwości, z których skorzystał pacjent i te, które może wykorzystać czytelnik. 
     Mogę powiedzieć tylko jedno-wow! Czy tak nie mogłyby wyglądać wszystkie psychologiczne poradniki? Wiedza, realne metody pomocy czytelnikowi, poparte ciekawymi dowodami z gabinetu autorki. Ogromnie podoba mi się pomyśl na tę książkę, bo nie jest...pseudo. To NIE jest zbiór złotych rad i pomysłów, które wykorzystała autorka. To realne metody pomocy terapeutycznej, które dzięki tej książce stają się bardzo przystępne i bardziej w zasięgu lękowych osób, niż terapia.
      Doskonale byłoby, gdyby ta książka dla kogoś stała się motywacją do podjęcia terapii. Nie wyleczy ona poważnych zaburzeń lękowych. Ale...zauważyliście ten wysyp lękowych książek ostatnio? Wiecie skąd on się bierze? Z zainteresowania lękiem. Bo niemal każdy z nas, w mniejszym lub większym stopniu mierzy się z lękiem. 
     Z mojego, bardzo lękowego doświadczenia (o tym innym razem, lękowy coming out jeszcze przede mną ;)) wiem, że pierwszym etapem, o którym też pisze autorka, jest obserwacja swoich reakcji. Potem przychodzi chęć zmiany. Bo co by było, gdybym tak na przykład NIE musiała się ciągle zamartwiać? Czy nie żyłoby się lżej? Żyłoby, nie ma innej opcji ;-).
    W końcu psychologiczna książka, która jest konkretem. Poparta dowodami, bez doradzania. Za to z zachętą do zmiany i twardymi dowodami w postaci teorii. Żadne wymysły, bazą jest naukowa wiedza. Świetny poradnik, bardzo dobra metoda do początku pracy ze swoim lękowym ja. Do tego autorka pisze w przyjemny, ciepły sposób. Miałam wrażenie, że siedzę z nią w gabinecie. Nie jednak na miejscu pacjenta, ale przyglądam się wszystkiemu z boku. I wyciągam to, co dla mnie cenne. Jeżeli czytacie takie książki- będziecie nią zachwyceni. Ja jestem! I gorąco polecam!