czwartek, 6 lipca 2017

Czerwień Jarzębin- Katarzyna Michalak

    Prawdę mówiąc jakiś czas temu pożegnałam się z autorką...Czytałam bardzo wiele jej książek i miałam trochę wrażenie, że nic mnie już nie zaskoczy. Ale...potrzebowałam czegoś polskiego, kobiecego, sprawdzonego. Z pomocą, jak wiele razy wcześniej, przyszła pani Kasia :).
   Trzech młodych mężczyzn z naprawdę trudną przeszłością i bagażem doświadczeń, w którego okrucieństwo aż trudno uwierzyć. Trzy przyjaciółki, a w nich przede wszystkim Gabriela. Gabriela, która staje na życiowym zakręcie. Los popycha ją w stronę, jak początkowo myśli czytelnik, rozwiązania spraw z przeszłości. Jednak, co tak bardzo charakterystyczne dla twórczości Michalak, nic nie idzie zgodnie z planem.
   Przeczytałam "Czerwień Jarzębin" niemal w jeden wieczór. Akcja tak często zmienia bieg, że trudno się od niej oderwać. Mnogość bohaterów powoduje, że akcja ani na chwilę nie zwalnia, książka nie jest przegadana.
   To z pewnością nie było moje ostatnie spotkanie z autorką. Przychodzi taki dzień, że nikt nie poprawi mi samopoczucia tak, jak Katarzyna Michalak. Lekka, kobieca. Wakacyjna. To taka książka, którą z chęcią zabrałabym ze sobą nad mazurskie jezioro, albo wakacje na wsi. Tam też, w sielankę, finalnie autorka zawsze mnie przenosi. Do zapamiętania na liście urlopowych lektur! 

czwartek, 29 czerwca 2017

nie chciałam przeszkadzać

   
via pinterest
  Na osiedlu zamieszkałym w znaczniej większości przez ludzi starszych czas płynie trochę inaczej. Nie tylko wolniej, ale też w zupełnie innym rytmie. Dwie starsze panie codziennie wychodzą na spacer o szóstej rano. Inna, o czwartej nad ranem, kiedy mój dzień właśnie dobiega końca, pozdrawia mnie z ławki przed blokiem porannym dzień dobry. Po dziewiętnastej za to ulice zupełnie pustoszeją, z uchylonych okien sączą się dźwięki wiadomości. 
   Mieszkańcy tego osiedla odwiedzają sklepy w zupełnie innych godzinach, niż te, do których przywykliśmy wracając z pracy. Największy ruch w markecie jest zawsze przed południem. Trudno to zresztą nazwać ruchem. Ludzie krążą powoli między regałami, oglądają różne niepotrzebne rzeczy, czasami rozmawiają. Zwalniają przy warzywach. Wybierają pojedyncze cytryny i marchewki, potem, często jeszcze wolniej, podchodzą do wagi. Zdarza się, że pytają mnie o pomoc. Nie wiem dlaczego. 
   Dzisiaj przed południem w sklepie panował normalny harmider, chociaż kolejki do kas były dłuższe niż zwykle. Przede mną stał długi ogonek starszych pań. Słuchałam muzyki, zamknięta w świecie swoich problemów. Nie lubię tych cichych, złych pomrukiwań na długość kolejek, opieszałość pracowników i narzekań na pogodę. Starsza pani przede mną dała mi znać na migi, że podejdzie jeszcze po budyń. Wróciła po chwili, uśmiechnięta. Zdjęłam słuchawki. 
-Tylko tu taki mają, dla wnuków wzięłam- pokazuje na paczkę w koszyku.- Ja przepraszam, nie chciałam pani przeszkadzać. 
-W czym?-pytam. 
-Słuchała pani tam...no, pewnie coś ważnego- pokazała na słuchawki, które zwijałam w dłoniach. 
-Naprawdę?- pomyślałam. Te same piosenki odtwarzane w pętli?  
   Porozmawiałyśmy chwilę, potem spotkałam ją jeszcze w kiosku. Wyszłam stamtąd szybko, niemal ze łzami w oczach. Ta kobieta przypominała moją babcię. Bardzo za nią tęsknię. Czasami, raz na kilka tygodni dzwoni. Kiedy mówię, że przecież może dzwonić w każdej chwili, takim samym tonem jak pani ze sklepu mówi, że nie chciałaby mi przeszkadzać. 

piątek, 23 czerwca 2017

Czarna- Wojciech Kuczok

 
 

      Serię na F/aktach przedstawiałam już jakiś czas temu, przy okazji premiery książki J.L. Wiśniewskiego o historii Andrzeja Zauchy tutaj. To powieści inspirowane autentycznymi wydarzeniami, pisane przez najlepszych polskich autorów. Każda z historii robi ogromne wrażenie, wszystkie są bowiem kwintesencją tego, za co wcześniej doceniono autorów.  
    Wojciecha Kuczoka czytałam pierwszy raz w wieku, chyba, siedemnastu lat. Może nie rozumiałam wszystkiego, wiedziałam natomiast, że mam do czynienia z naprawdę poważną literaturą. Mój powrót do autora, po latach sprawił, że poprzeczkę postawiłam wysoko. 
   Czarna jest małym, bardzo anonimowym miasteczkiem. Maryśka zupełnie nieanonimową nauczycielką z miejscowej szkoły. Mieszka z matką, stara panna. Jeremi jest typowym przedstawicielem wyższej klasy...niższej w małym miasteczku. Ma żonę, dwie córki, które były tylko błędem przy produkcji upragnionego syna. Przede wszystkim ma też pieniądze. Brakuje mu tylko...władzy absolutnej. Władzy i ryzyka, które znajduje w ramionach wygłodniałej Maryśki.  
    Znając serię, nie trudno się domyślić, że na końcu wydarzy się tragedia. Dzieje się, ale nie będę o niej pisała, to popsułoby przyszłym czytelnikom zabawę. 
   Udało mi się na żywo posłuchać interpretacji Kuczoka i wydaje mi się, że patrzę teraz trochę przez pryzmat spotkania, jednak przed nim moje zdanie również było dosyć jednoznaczne. 
    Małe miasteczko, facet, któremu wydaje się, że może wszystko i głodna miłości kobieta. Jednak u Kuczoka portret bohaterów w ogóle nie jest oczywisty. Autor jak sam mówi, nie do końca  rozumie pobudki mężczyzn takich, jak Jeremi, chociaż nie, nie obwinia go.. Jeremi wcale nie odpowiada za tragedię. Nie sympatyzuje też z Maryśką, nie usprawiedliwia jej. Bohaterka wcale nie jest kimś, komu czytelnik współczuje. Jej brak inteligencji emocjonalnej i chora relacja z matką przypomina trochę tę przedstawioną w "Pianistce". Maryśkę trudno lubić. Irytuje. 
   Wpłynęłam w "Czarną" bez reszty. Nie sympatyzowałam z bohaterami, widziałam w nich natomiast własne podwórko. Nie mogłam się od niej oderwać. Uwielbiałam ich podglądać.Jeremiego i Maryśkę.  "Czarna" dotarła do tego zakamarka mnie, w którym chowam przed światem swoją małomiasteczkowość. To tak jak z wyśmiewaniem ludzi, którzy podglądają innych. Szydzimy z nich, a sami ściszamy telewizor słysząc szybszy oddech sąsiada za ścianą.  
   W ogóle się nie zawiodłam, chcę więcej. To właśnie Kuczok działa na mnie w ten inspirujący sposób, że mam ochotę pisać. Albo chociaż przeczytać coś równie dobrego.