sobota, 9 listopada 2019

Najcenniejszy podarunek- Klaudia Bianek


   Pierwsza tegoroczna świąteczna lektura. Czekam na nie, tak samo jak na Boże Narodzenie w zasadzie całą jesień. To jedyny okres w roku, kiedy czytam niemal wyłącznie polskich autorów, a od książek oczekuję wyjątkowo lekkości i szczęśliwego zakończenia. 
To druga książka młodej autorki, Klaudii. Bohaterowie mają ok. 20 lat i chociaż to propozycja raczej young adult, to myślę, że oldboy'e (tacy jak ja :D) odnajdą w niej magię. 
   Główna bohaterka, Oliwia, jest młodą dziewczyną pochodzącą z małej miejscowości. Pracuje w piekarni, na codzień opiekuje się nastoletnią siostrą i ojcem. Matka wyjechała za granicę wiele lat wcześniej. Ojciec ma pogłębiający się problem z alkoholem. W życiu Oliwi pojawia się także mężczyzna, który był obok przez wiele lat. Teraz jednak ich relacja nieco się zmieni. 
    Czytelników poprzedniej książki Klaudii Bianek, "Jedynego takiego miejsca" nie muszę w żaden sposób przekonywać do lektury. "Najcenniejszy podarunek" jest utrzymany w podobnej stylistyce i tempie. 
     Natomiast tych, którzy z twórczością autorki nie mieli jeszcze do czynienia- fabuła jest delikatna, język wyważony. Przełamanie i kontrast w moim odczuciu stanowi z pewnością alkoholizm ojca. Pokazany bardzo realistycznie, rozwiązany tak, jak to bywa z uzależnieniem, a nie utopijnie- za to ogromny plus. Pozostałe elementy pasują do siebie i tworzą bardzo przyjemną całość. Słodką, świąteczną i taką...do przytulenia. Otula jak kocyk w renifer i kubek kakao. 
Dla mnie największą wartość "Najcenniejszego podarunku" stanowiła jednak...Sara, pies głównej bohaterki. W książce wydawała mi się jedynie przyjemnym, czworonożnym dodatkiem. Kilka dni temu wpadłam jednak na post Klaudii na instagramie, w którym pisze ona o Sarze, swoim własnym psie. I nagle wszystkie elementy wskoczyły na swoje miejsce, a książka zyskała dla mnie piękną, sentymentalną wartość. Przepiękny gest, umieszczenie swojego zwierzaka na kartach powieści. 
PS. Zakończenie, ostatnie zdanie...Zwala z nóg. Nie sprawdzajcie, do póki nie przeczytacie! 

środa, 30 października 2019

Tysiąc obsesji- Gabriela Gargaś i Marcel Woźniak

    Ta książka to była dla mnie wielka niewiadoma. Prawdę powiedziawszy w pierwszej chwili, kiedy zobaczyłam na profilu Marcela zapowiedź...uśmiechnęłam się pod nosem. To niemożliwe. Ta książka albo będzie świetna, albo to kompletna katastrofa i komercja. Sprawdziłam od razu, kiedy przyszedł prebook, chociaż nie dałam się przekonać pierwszymi stronami. 
    Robert Kepler jest byłym piłkarzem, który rozpoczyna działalność w powstającej firmie bukmacherskiej. Anika jest matką, narzeczoną, pracownicą warszawskiej korporacji. Ich drogi przecinają się w toruńskim hotelu, w którym nagle gaśnie światło. Nie mogą wtedy jeszcze wiedzieć, jakie emocje zapłoną pomiędzy nimi i jakie poniosą tego konsekwencje. 
    Gabriela Gargaś jest mi znana z literatury obyczajowej. Marcel napisał biografię Leopolda Tyrmanda, a potem kryminalną trylogię o Leonie Brodzkim. Kompletnie nie byłam w stanie tego połączyć w jedną książkę. Co więcej, okładka zapowiada, w mojej ocenie, treści erotyczne :D. Co może wyniknąć z takiego połączenia? 
    Sprawdziłam właśnie do jakiego gatunku została zaliczona książka- literatura obyczajowa, romans (na portalu lubimyczytac.pl). Ale ta książka jest inna, trudno mi ją jednoznacznie zakwalifikować . Ogromną rolę pełni tu bowiem wątek kryminalny. Czytelnicy kryminałów Woźniaka z pewnością rozpoznają charakterystyczną akcję rodem z filmu sensacyjnego. To jednak coś więcej niż historia o detektywie. W "Tysiącu obsesji" czytamy o poważnych politycznych rozgrywkach. Wątek kryminalny, chociaż początkowo miałam wrażenie, że jego obecność w historii jest nieuzasadniona, z czasem doskonale się z nią zazębia i ostatecznie w brawurowy (dosłownie) sposób rozwiązuje akcje. 
   Historia romansu Aniki i Roberta jest za to... trudna w taki skomplikowany, tragiczny sposób. Bez względu na to, co wybiorą bohaterowie, ktoś będzie cierpiał. Uczucie pomiędzy bohaterami jest tak trudne, jak i mocne. Romans nie jest tu cukierkową historią z happy-endem ale trudną i wyboistą drogą wyborów, kierowania się silnymi emocjami, a zaraz potem rozsądkiem. 
    Nie wiem, w którym momencie ta historia wkradła się w moją wyobraźnię. Z dobrymi książkami bywa tak, że towarzyszą mi, zepchnięte gdzieś do podświadomości, cały dzień i kierują mną tak, bym ostatecznie mogła zaszyć się z książką w ręku. 
    Marcel, gratuluję. Nigdy nie posądziłabym Cię o tego typu literaturę, a dźwignąłeś ją w brawurowy sposób. 
    Świetny duet, połączenie ciężkiego od emocji romansu, świetnych, mocnych postaci i wątku kryminalnego, bardzo sensacyjnego, znacznie poważniejszego niż trylogia o Brodzkim. 
    Czytając "Tysiąc obsesji" odtwarzałam kolejne sceny w wyobraźni, oglądając je jak dobre kino. Zupełnie nieprzewidywalna, ciężka od namiętności, a jednocześnie dynamiczna jak film akcji. Bardzo dobra, przeczytałabym kontynuację.  


sobota, 26 października 2019

Był sobie pies 2 - W. Bruce Cameron

    To moje drugie podejście do tej recenzji. Poprzednia w wyniku do dziś dla mnie niezrozumiałych okoliczności...zniknęła. Spróbuję jeszcze raz obudzić emocje, które towarzyszyły lekturze "Był sobie pies 2". To zdaje się...nie będzie zbyt trudne ;-). 
    "Był sobie pies 2" to kontynuacja historii z poprzedniej części. Poznajemy psa, który ponownie odradza się w nowych psich ciałach i tak jak w poprzedniej części odkrywa, że nie dzieje się to bez powodu, ma on bowiem do spełnienia na Ziemi pewną misję. 
    Najważniejszą misją i jednocześnie głównym wątkiem książki jest historia CJ, wnuczki Ethana, bohatera poprzedniej części. W niewyjaśnionych okolicznościach losy psa splatają się z życiem dziewczyny. 
    Pierwsza część była fenomenalna, pomysł świetny, historia wzruszająca do łez. Co mogło zmienić się w drugiej części? Z jednej strony- niewiele. To ciągle ta sama historia, inni bohaterowie, ale baza fabuły ciągle taka sama. Odniosłam jednak wrażenie, że druga część nie jest już taka...cukierkowa. Pojawia się istotny wątek zaburzeń odżywiania, ale także poważnych chorób. Wiedziałam, o czym będę czytać, będzie pies, który odradza się na nowo by towarzyszyć jednemu człowiekowi. Zupełnie jednak nie spodziewałam się, że do łez wzruszę się już na...drugiej stronie. 
    Pomysł dla mnie nadal jest świetny, nie tylko odradzający się pies, ale też pokazanie fabuły jego oczami. Pies nie rozumie wszystkiego, przez co czytelnik często zostaje z niedopowiedzeniem. Są jednak momenty, w których to pies rozumie wszystko zanim ludzie na dobre zauważą, że coś może być nie tak. 
    Bardzo ważny pozostaje dla mnie też fakt, że pokazanie świata psimi oczami doskonale pokazuje czytelnikowi w jaki sposób funkcjonuje psi rozum. To doskonała lekcja dla dorosłych posiadaczy czworonogów, ale idealna dla tych młodszych czytelników. Molly nie rozumiała dlaczego została ukarana za zjedzenie butów swojej pani. Ona skojarzyła, że kiedy CJ zakłada szpilki, najczęściej kończy się to jej złym nastrojem. Wiedziała co powinna zrobić...;-). Jeżeli spojrzymy na zjedzone przez psa buty w taki sposób...czy naprawdę mamy prawo się na niego złościć? 
    "Był sobie pies 2" to jednak przede wszystkim ogrom psiej miłości. I masa wzruszeń. Przyznaję, że chociaż w niewielkim stopniu książka była przewidywalna, ja nie potrafiłam się od niej oderwać i płakałam wiele razy. Za każdym razem patrząc na mojego psa, Bajkę i zauważając w jej oczach miłość, o której pisze W. Bruce Cameron. 
    Z chęcią cofnęłam przeczytanie tej książki, by móc przeżyć ją od nowa. Wzruszająca, słodka i pełna miłości, a jednocześnie trudna. Do czytania wyłącznie z psem na kanapie. I zapasem chusteczek ;-).