środa, 16 września 2015

Czym jest sztuka zentangle i jak zacząć?

   Jakiś czas temu dorosłych ogarnął szał kolorowania. Pierwsze kolorowanki, wydane przez Wydawnictwo Buchmann, spotkały się z ogromnym zainteresowaniem ze strony czytelników. Zaraz potem, jak grzyby po deszczu wyrosła masa innych kolorowanek. Ogrody, esy-floresy, zwierzęta, napisy, łapacze snów...
  Przypuszczam, że każdy dorosły amator kolorowanek, spotkał się z tym samym pytaniem, które wiele razy zostało zadane mnie. Kiedy niespodziewanie przychodzili do mnie przyjaciele i widzieli na moim biurku kolorowe kredki, zakreślacze, a pośrodku bardzo precyzyjne biało-czarne rysunki, które wypełniałam kolorami, pytali, czy ja się przypadkiem nie pomyliłam? Czy nie uwsteczniłam? Że też mi się chce?!
  Chce. Bo to kolorowanie to nie bez przyczyny. Precyzyjne, wielogodzinne kolorowanie idealnie odstresowywuje. Nie bez przyczyny nazwano je Kolorowym Treningiem Antystresowym. Ja jednak postanowiłam pójść o krok dalej. Kolorowanie wydawało mi się bowiem niesamowicie...odtwórcze.
  Z pomocą przyszło mi Wydawnictwo Arkady z książką "Sztuka zentangle".
Co to takiego jest zentangle? 
To sztuka kreatywnego "bazgrania". Począwszy od jednej, nie koniecznie prostej linii, a skończywszy na wielkich, precyzyjnych rysunkach. Zentangle uczy, jak przy odrobinie wiedzy na ten temat, zyskać przede wszystkim inspiracje i relaks, których ubocznym skutkiem będzie to, co nabazgracie na kartce.
Co będzie potrzebne i jak zacząć? 
Wszystko, czego potrzebujesz znajduje się najprawdopodobniej w Twoim domu. Weź do ręki ołówek,
połóż przed sobą czystą kartkę. Widzisz obok siebie wazonik z kwiatkami? Jabłko? Wzorek na filiżance? To wszystko staje się teraz Twoją inspiracją! Spróbuj zatem przenieść to na papier. Wydaje Ci się to zbyt trudne? 
Miałam na początku to samo wrażenie. Tutaj z pomocą przychodzi książka "Sztuka Zentangle". Dowiesz się z niej jak krok po kroku "rozrysować" rękę i jak przenieść to, co nas otacza na papier.
Dowiesz się również, że nie efekt jest tutaj najważniejszy, ale sam akt twórczy. O to tu chodzi. By usiąść w ciszy (albo i nie), wziąć do ręki ołówek i zacząć "plątaniny". Co więcej, książka przeprowadzi Cię krok po kroku od krzywej linii do precyzyjnego arcydzieła. Nie musisz mieć talentu, wystarczy odrobina wyobraźni.
Zastanawiasz się pewnie teraz, czy z tego coś wynika i czy aby na pewno na końcu książki czeka Cię sukces? Czy to tylko taki bełkot?
Zapewniam, że nie!
  Przyznaję, w gimnazjum na świadectwie z plastyki miałam...3. Naprawdę 3, a na semestr to nawet 2. Znaczyło to pewnie ni mniej ni więcej, że nie byłam lubiana przez nauczycielkę, albo, że jestem wyjątkowym beztalenciem. Spójrz teraz na rysunek na samej górze. Zajął mi dwa kwadranse.
  Zaczynałam od ołówka i ciągłego odtwarzania tego, co widziałam w książce. Dzisiaj mam prawie czterdzieści kolorowych cienkopisów i potrafię "zentanglować" to, co mam przed sobą. Bez tej książki, z pewnością by mi się to nie udało.
  Jeżeli ktoś raz zacznie rysować plątaniny, obiecuję Wam, sam będzie tworzył kolorowanki. Nie tylko idealnie się odstresuje, ale również wyciągnie z tego ogrom spokoju, inspiracji i medytacji. Jedyne, czego możemy żałować to fakt, że prawdziwa szkoła Zentangle, sklep, nauczyciele, kursy etc. (dostępne na www.zentangle.com) nie są dostępne w języku polskim. Miejmy nadzieję, że to się niedługo zmieni!

3 komentarze:

  1. Jej, to bardzo ciekawe zjawisko! Zwłaszcza, gdy widać takie fajne efekty, jak u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się za kolorowanki nie zabieram, bo już w ogóle bym nie spała.

    OdpowiedzUsuń
  3. O, a ja zamówiłam w przedsprzedaży podobna książkę "Zentangle. Twórczy relaks" :) Myślę, że w dzisiejszych pędzących czasach, potrzebna jest nam tego typu rozrywka jako remedium na stres :)

    OdpowiedzUsuń