niedziela, 5 maja 2019

Po dobrej stronie- Specner Quinn / książka #nasmyczy


    "Filmowa" okładka "Po dobrej stronie" podpowiadała mi równie filmową, bardzo wartką historię. Z drugiej strony opis wskazywał bardziej na trudną i smutną powieść. Jeżeli dodamy do tego, że istotną rolę ma tu pełnić pies...nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Chciałabym jednocześnie odświeżyć książkowy hasztag #nasmyczy pod którym swego czasu pokazywałam psie książki. Tę z pewnością można do takich zaliczyć. Ale od początku :-)
     LeAnne służyła w amerykańskim wojsku. Podczas ostatniej, nieudanej misji w Afganistanie główna bohaterka w wyniku wybuchu granatu traci prawe oko. Po powrocie do Stanów staje przed trudnym zadaniem, rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Nie ma jednak nic, co mogłoby jej w tym pomóc: rodziny, domu, dzieci, ani nawet miejsca, do którego mogłaby się udać. Przypadkowa przyjaźń powoduje jednak, że zmienia swoje plany. Jej bezcelowa podróż po kraju zaczyna nabierać znaczenia. Nie bez powodu u jej boku pojawia się wielki, dziwny pies. U jej prawego boku. I za nic na świecie nie chce jej opuścić.
     Początkowo pomyślałam, że ta historia, chociaż opis obiecywał bardzo wiele, jest raczej...nudna. Ale postanowiłam dać jej szansę, z nadzieją, że się rozkręci. Fabuła, wydarzenia, nabrały rozpędu, chociaż akcja nadal snuła się powoli. LeAnne nie ma się dokąd spieszyć, przez co czytelnik płynie razem z nią, powoli, poznając kolejne fakty z jej życia. Cały czas miałam jednak wrażenie, że nawet mimo coraz lepszej znajomości jej przeszłości, nie potrafię wymyślić dla niej dobrego scenariusza na przyszłość.
   Sytuacja LeAnne jest beznadziejna. Albo to ona, główna bohaterka, po wszystkim tym, co przeszła, nie potrafi patrzeć w przyszłość. W zasadzie powinna wzbudzać w czytelniku litość, smutek. Wcale tak się nie dzieje. LeAnne ma w sobie obrońcę, który skutecznie blokuje wszystkie interakcje z rzeczywistością. Wyczulona na wszystkie spojrzenia padające na poranioną stronę jej twarzy, jest bardzo wrażliwa na każdy, najmniejszy komentarz. Bez względu na to, czy wraża współczucie, czy odrazę, LeAnne zawsze reaguje obroną. Dlatego trudno jej współczuć. Natomiast nie da się wygonić jej ze swojej wyobraźni. W mój umysł wdarła się bardzo dobrze wykreowana, barwna bohaterka.
    Nieśpieszna ale nie nudna. Wciągająca od pierwszej do ostatniej strony, w każdym calu przemyślana, wszystkie wydarzenia mają znaczenie. Nie spodziewajcie się jednak filmowej akcji (chociaż wyobrażam sobie LeAnne podróżującą po Stanach, z psem u boku, film w iście amerykańskim stylu), a raczej powieści, która wdziera się gdzieś głęboko do czytelniczego wnętrza. Do tego wszystkiego pies, lustrzane odbicie głównej bohaterki. Równie niepokorny, a jednocześnie taki wzruszająco, po przyjacielsku...psi. Chcę czytać więcej takich książek!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz