Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 sierpnia 2019

Odetchnij od miasta. Warmia i Mazury - Aleksandra Klonowska- Szałek

       Wakacje w pełni, sezon urlopowy również. Z pewnością wśród moich znajomych są tacy, którzy zimą wykupili tygodniowe wczasy na Majorce i doskonale wiedzą gdzie spędzą dni wolne. Są wśród Was jednak tacy, obok których ja również chętnie stanę, którzy sobotni wyjazd planują w piątek. Wśród tych drugich znajdą się tacy, którzy chętnie obejrzą ruiny jakiegoś mało popularnego zamku, ale z pewnością i tacy, którzy lubią odpoczywać w powolnym rytmie. 
   Kult powolnego życia, chociaż coraz bardziej widoczny, nadal nie jest dla nas oczywistym wyborem. Nie wszyscy z nas docenią poranne pianie koguta, albo ciepłą wodę mazurskiego jeziora. Zdarza się, że jeżeli nie mamy swojego "pewniaka", miejsca do którego co roku wracamy odpoczywać i wyruszamy w wirtualne poszukiwania, to trafiamy...na ścianę w postaci drogich hoteli o średnim standardzie, albo domków, które z pewnością widziały nie jedno. Z pomocą przychodzi autorka Odetchnij od miasta. 
    O czym zatem jest książka? Prosto, tak jak tytuły rozdziałów, w książce znajdziemy informacje o tym: gdzie spać, co zjeść i (to piękne!) co przeżyć. Chociaż książkę rozpoczyna opis w moim odczuciu, ekskluzywnego hotelu (w którym odpoczywa się bez dzieci!), to w większość znalazłam tu miejsca mieszczące niewielką ilość turystów, dużo pięknej, niebanalnej agroturystyki. Przy każdym noclegu autorka opisuje, co ciekawego warto zobaczyć w okolicy. 
    W kolejnym rozdziale znajdziemy miejsca z dobrym jedzeniem. Niektóre opatrzone przepisami, inne po prostu pięknymi opisami i zdjęciami. Autorka opisuje też, gdzie znajdziemy ekologiczną żywność. Sama zdążyłam już sprawdzić odległość do kilku miejsc, między innymi smażalni na jeziorze i restauracji, do której można dotrzeć przez głęboki las. 
    Co przeżyć to nie tylko zbiór muzeów ale także galerii, festiwali. Z pewnością nie znajdziemy tu namiarów na nocne kluby, ale już koncerty pod gołym niebem- z pewnością. 
    Ta książka jest czystą przyjemnością. Oglądam, zachwycam się fotografiami, za każdym razem otwieram inne miejsce, sprawdzam jak daleko mam do niego (mieszam na samej granicy województw kujawsko-pomorskiego i warmińsko-mazurskiego), przeglądam informacje w sieci. W zapłakany deszczem dzień i w poniedziałek wieczorem, kiedy nie mogę doczekać się urlopu. Jeżeli lubicie podróżować po Polsce, albo palcem po mapie. Jeżeli mieszkacie w bloku, a chcielibyście w wakacje zostać obudzonym przez pianie koguta, to musicie mieć tę książkę. 
     A może zaplanujecie wyprawę do miejsca, które odmieni Wasze życie? Wyobrażam sobie, że wybieram agroturystykę w książce, na miejscu zachwycam się i spędzam długie letnie wieczory na rozmowach z właścicielami, a potem wracam do mojego drewnianego domku i...patrzę na niego jakoś inaczej. Myślę, że ta książka mogłaby być najpiękniejszą inspiracją do zmian. Do powolnego życia. Gorąco polecam! 



Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Lucyna Tomoń (@lucynatomon)

czwartek, 16 sierpnia 2018

Francuskie lato- Catherine Isaac

      Ostatnio mam strasznie mało czasu na czytanie i jeżeli sięgam po książkę, to chciałabym, żeby wciągnęła mnie bez reszty. Francuskie lato miało być jak Zanim się pojawiłeś Jojo Moyes. Nie mogło być lepszej rekomendacji. 
    Główna bohaterka, Jess wyjeżdża do Francji na wakacje, do ojca swojego syna. Rozstała się z Adamem kilka lat wcześniej i utrzymuje z nim bardzo chłodne stosunki. Zgadza się na wakacje za namową matki. Mama Jess choruje na chorobę Huntingtona. Jak wyjaśnia autorka, to śmiertelna choroba, jakby połączenie Alzheimera, stwardnienia zanikowego bocznego i Parkinsona. Jess spróbuje odbudować relacje ojca z synem, sprostać oczekiwaniom matki. 
    Nie wiem, czy muszę komuś przypominać "Zanim się pojawiłeś" Moyes. To historia trudnej miłości pomiędzy młodą kobietą i sparaliżowanym mężczyzną. Powieść o bardzo trudnym wyborze pomiędzy życiem i śmiercią. Przyznaję, spodziewałam się czegoś równie emocjonującego, albo podobnego w fabule. Tak naprawdę, liczyłam na morze łez. Ostatecznie jednak spadło ich zaledwie kilka.  
   To przede wszystkim opowieść o rodzącej się na nowo miłości, o budowaniu relacji ojca z synem. Postać chorej matki jest tu na drugim planie, chociaż choroba ostatecznie zawsze ma ostatnie zdanie. Huntington jest genetyczny.  
    Jednak gdzieś mniej więcej w połowie "Francuskie lato" zaczęło mnie wciągać. Może nie jako wyciskacz łez, raczej jak całkiem przyjemny, dorosły romans. 
   To natomiast, co podobnie jak w "Zanim się pojawiłeś" ostatecznie wpływa na moją ocenę, to zakończenie. Tutaj nie mogę zdradzić zbyt wiele, ale...przy tak strasznej chorobie śmierć może przynieść nie tylko tęsknotę, żal i poczucie niesprawiedliwości, ale także...spokój. To chyba w tej książce najtrudniejsze i to łączy ją z książką Moyes. Trudno nam bowiem zgodzić się z tym, że śmierć może być w jakiś sposób ulgą. Nie tylko dla chorego ale także jego bliskich. Wszyscy dotknięci chorobą członka rodziny cierpią. I wszyscy w jakiś sposób potrzebują...ulgi. 
    Chciałabym przeczytać coś jeszcze autorki. Czyta się ją szybko, lekko, chociaż nie na tyle, żeby fabuła nie osadziła się gdzieś w głowie czytelnika. 
   "Francuskie lato" to niemal w całości wakacyjna historia, taka, którą czyta się na plaży, w kilka godzin. Zakończenie pozostawia jednak czytelnika z wieloma otwartymi, trudnymi kwestiami. Do przedyskutowania, przemyślenia.

czwartek, 19 lipca 2018

Bogini niewiary- Tarryn Fisher


   Przyznaję, że Tarryn Fisher po "Bad mommy" biorę w ciemno. Nawet, jeżeli tytuły nie zawsze są trafione...To jej thrillery podobają mi się bardzo. "Bogini niewiary" to książka o miłości. Coś zupełnie innego. Spróbowałam.
      Yara jest wolnym duchem. Co kilka miesięcy pakuje się i zmienia całe swoje życie, miejsce zamieszkania, pracę, znajomych. David jest muzykiem, ma własny zespół. Łączy ich drzazga w jej palcu. Davidowi brakuje muzy, jego utworzy są puste. Yara nie chce się wiązać, ale jest gotowa zainspirować Davida. Ten na początku składa jej obietnicę. I dotrzyma słowa.
    Książka, podobnie jak poprzednie pozycje autorki jest podzielona na części, w których każdą opowiada inny bohater, tutaj Yara i David.
   Pierwszy plus to z pewnością kreacja głównej bohaterki. Yara jest zbuntowana, wolna, ma swoje dziwactwa. Jest stanowcza i wie, czego chce. Nie wiem natomiast, czy pasuje mi do początkowej wizji rozkwitającej między nią i Davidem miłości. Odłożyłam książkę na parę dni po kilku opisach scen łóżkowych. Były, moim zdaniem, mocno przesadzone. Wróciłam i okazało się, że dalej nie będzie już tak sielankowo. Od tego momentu książka nabiera rozpędu, dzieją się rzeczy kompletnie początkowo nie do przewidzenia. Akcja galopuje do rozwiązania, które stawia wszystkie poprzednie wydarzenia w zupełnie innym świetle, a romans pomiędzy głównymi bohaterami nabiera większego, piękniejszego sensu. 
     Nie wiem, czy miłośnicy thrillerów odnaleźliby się w "Bogini...". Z pewnością natomiast spodoba się ona fanom Tarryn Fisher. Na poziomie budowania ram historii bardzo przypomina mi "Bad mommy". Znajduję w niej ten sam układ, tak samo odnoszę wrażenie, jakby autorka napisała pierwszą część, a potem, po długiej przerwie dopiero następną. Części nawet jeżeli opowiadają o tym samym, nie są do końca proporcjonalne pod względem akcji. Co w żadnym razie nie ujmuje całości. O ile w "Bad mommy" druga część była nieco nudna, tutaj w drugiej dopiero zaczyna się dziać. 
    Nie dajcie się zwieść tytułowi, bo kompletnie odbiega od treści. Świetna na wakacje. Zabrałabym ją na plażę.
    

piątek, 9 września 2016

Ta chwila- Guillaume Musso


Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Musso. Dwugodzinna podróż do domu, "Telefon do anioła". Kiedy koleżanka mi ją podsunęła, pomyślałam, na pewno nie. Szmira i harlequin.Ależ się pomyliłam! Książkę pochłonęłam w jeden dzień.
  Od tamtego momentu minęło kilka lat. Zdążyłam przeczytać niemal wszystkie książki Musso i po każdą kolejną sięgam natychmiast po premierze. Tak było i tym razem.
   Główny bohater, Arthur, dziedziczy po ojcu latarnię. Miejsce, które skrywa straszny sekret. Wiedziony ciekawością Arthur postanawia sprawdzić, co strasznego skrywają ściany latarni. Nie zdaje sobie sprawy z tego, w jaką pętlę wchodzi. Bezlitosną pętlę czasu, która w perspektywie może zniszczyć całe jego życie. Przypadek stawia na drodze Arthura pewną kobietę. Kobietę, z którą będzie mu dane przeżyć zaledwie...kilka dni.
   Po pierwsze nie ma najmniejszej szansy, by czytelnik domyślił się pointy tej historii. Nie trudno natomiast o myśl, że Musso zmienił gatunek. Na fantastykę. To, co dzieje się po otwarciu pewnego pomieszczenia w latarni, nie może mieć miejsca w normalnym świecie. Jednak... w poprzedniej książce też działy się niestworzone rzeczy, które potem zostały przez autora zupełnie racjonalnie wytłumaczone. O "Central Parku" można poczytać tu. Wtedy również pisałam o tym, że nie ma szansy na rozwikłanie zagadki dopóki autor sam nie poda jej czytelnikowi na tacy. O tyle o ile w "Central Parku" pointa jest w jakiś sposób związana z fabułą, o tyle tu...Nie chcę spoilerować, ale zakończenie...porażka.
  Jednego nie można "Tej chwili" odmówić. To książka o upływającym czasie, o tym, jak wiele przecieka nam przez palce i jak trudno to zauważyć dopóki się tego nie straci.
  Smutna i trudna historia. Wciągająca, bo naprawdę czeka się na rozwikłanie zagadki latarni. Dla fanów Musso.

czwartek, 4 sierpnia 2016

Prawo pierwszych połączeń- Agnieszka Tomczyszyn

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Lucyna Tomoń (@lucynatomon)
   Fantastyczna saga autorki przypadła mi do gustu, jak rzadko. Kołysała mnie swoim językiem i spokojną, chociaż trudną akcją. Chciałam więcej, a tu nagle taka zmiana. Narrator, a jednocześnie główny bohater jest...mężczyzną! Zero magii. Czy to może być dobre?
  Jonasz, imię po Kofcie, wyjeżdża na pierwszy w swoim życiu obóz językowy. Nie jest jednak tym faktem zachwycony. O wiele bardziej wolałby zostać w garażu grając razem z kolegami z zespołu w Guitar Hero. Czy z takim podejściem można przeżyć przygodę? Zmienić swoje nastawienie do nadchodzącej dorosłości? I w końcu...odnaleźć idealne pierwsze połączenie? 
   Banały powiecie. Wcale nie! Byłam nastawiona...nie najlepiej. Od pewnego czasu ciągle czytam new adult i troszkę mam dość. Bo schemat z w nich jest dość powtarzalny. Pomyliłabym się, i to jak bardzo! Może nie ma magii, jest za to piękny język i wszystko doskonale ze sobą współgra. Nawet kurs angielskiego w obozowym tle wcale nie jest nudny. Bynajmniej. Gdyby ktoś nie znał różnicy między will i going to, ta książka tłumaczy to lepiej niż nauczyciele ;).  
  Bohaterzy nie są przekoloryzowani, bo mimo młodego wieku, prawie każdy przeżył już coś trudnego. Jonasz natomiast wiele na tym obozie zrozumie. Zrozumie to, co w dorosłym życiu przychodzi z taką trudnością. Dlaczego warto nie tylko marzyć, ale również ciężko pracować, by móc marzenia spełniać, dlaczego trzeba czasami wyjść ze swojej strefy komfortu. 
  Idealna na wakacje, w szczególności na obóz, naprawdę! Z przesłaniem, ale bez sztampy, z piękną Korsyką i kołyszącym morzem w tle. Autorka idzie naprawdę w dobrym kierunku. I gdybym miała podsumować książkę jednym zdaniem, to byłby to fragment wiersza Staffa zamieszczony w tekście, który na fotografii niżej. 


niedziela, 31 lipca 2016

Jak powietrze- Agata Czykierda- Grabowska

     Lubię powieści new adult. Fajnie, że są. Są lekkie, wzruszające i takie...wakacyjne. Przyciągają okładkami (!) i obietnicą emocjonalnej burzy. W Polsce niewielu jest autorów piszących NA. Chociaż nie powiedziałabym, że to pierwsza taka książka, faktycznie, konkurencja w tej dziedzinie jest raczej znikoma. Autorka postawiła sobie poprzeczkę naprawdę wysoko.
  Oliwia, dziewczyna z dobrego domu, przejeżdża na czerwonym świetle. Zdążyłaby, gdyby nie młody mężczyzna na pasach. Wypadek pociąga za sobą ogromne konsekwencje, chociaż chłopakowi, Dominikowi nie stało się nic poważnego. Dominik zmuszony jest zaprosić obcą Oliwię do swojego trudnego, młodego życia.  Żadne z nich nie zdaje sobie sprawy z tego, że te kilka sekund absolutnie zmieni całe ich życie.
  Dominik skrywa sekret. Oliwia również. New adult, wiadomo. Oliwia jest sympatyczna, nie jest idealna. W końcu! Dominik jest tego typu facetem, którego ma się ochotę schrupać. Chociaż też daleko mu do new adultowego ideału, bo brak mu...doświadczenia.
  Książce natomiast z pewnością nie brak pikanterii, lekkości, przyjemności z lektury. Akcja rozgrywa się w wakacje, łatwo się dostosować. Trudniej natomiast...przeczytać. Niczego bym jej nie zarzuciła, tylko...jest lekko przegadana. Całość można by zmieścić może na mniejszej ilości stron. A może dodać jej więcej..akcji?
  "Jak powietrze" przyjemnie kołysze. Do poczytania na plaży, do poczucia, że dzieją się na tym świecie rzeczy...nieprzewidywalne.

niedziela, 10 lipca 2016

Kiedy pada deszcz- Lisa de Jong

 
    


  Zaczęłam ją czytać w "popromyczkowym" kacu. Link do recenzji "Promyczka" tutaj. Potrzebowałam czegoś, co podobnie wstrząśnie moimi emocjami, ale może...dobrze się skończy? Wszyscy zachwalali, a poza tym...ta okładka...;)   Główna bohaterka, Kate, przeszła w swoim młodym życiu naprawdę trudne chwile. Chwile, które zmieniły ją i jej podejście do drugiego człowieka nieodwracalnie.
   Kate przyjaźni się z Beau. Beau traktuje jednak ich relację troszkę inaczej. Widzi w Kate nie tylko przyjaciółkę, ale również...kobietę. Ta jednak stara się tego nie zauważać. Nie potrafi przełamać lęku przed mężczyznami. Do czasu kiedy na jej drodze staje Asher...Asher, który podobnie jak ona skrywa pewną tajemnicę...
  Brzmi znajomo? :) "Promyczek"? No nie do końca. Czytałam wcześniej recenzje, której autorka porównywała obydwie książki i spodziewałam się "Promyczka" 2. Bynajmniej. Zgadzam się, schemat jest nieco podobny, ale to dwie zupełnie inne historie. Beau to nie Gus. Nie tylko historia jest inna, ale przede wszystkim styl autorki. Dużo tu ciężkich, smutnych przemyśleń, które w gruncie rzeczy niewiele wnoszą do fabuły. 
    "Kiedy pada deszcz" wzrusza, chociaż nie bawi. Jest piękna, naprawdę. Idealna na wakacje, do czytania nie tylko w deszczowy dzień. Jeżeli jednak miałabym wybierać, wolę "Promyczka". Albo inaczej. Zaczęłabym od przeczytania "Kiedy pada deszcz", dopiero potem "Promyczka". Wtedy książka należycie Was zachwyci :)

czwartek, 7 lipca 2016

Kiedy odszedłeś- Jojo Moyes

   Jojo Moyes jest absolutnie jedną z leszych autorek kobiecych. Jej "Zanim się pojawiłeś" jest chyba pierwszą książką, przy której płakałam.  Podobno czytelników tak bardzo interesowały losy głównej bohaterki, że autorka postanowiła napisać kontynuację.
 Will, główny bohater poprzedniej części, bardzo namieszał w życiu Lou. Jeszcze więcej kłopotów sprawiło jednak jego zniknięcie.  Lou nie potrafi na nowo poukładać swojego życia,  tkwi w martwym punkcie. Mieszka i pracuje w Londynie, jednak tutaj też ciągle gonią ją wyrzuty sumienia. Do czasu, kiedy w jej życiu pojawia się Lily i...pewien ratownik medyczny.
  Nie byłam chyba zainteresowana dalszymi losami Lou. Wydaje mi się, że zakończenie "Kiedy się pojawiłeś" było doskonałą klamrą, Historia była dla mnie zamknięta. Byłam jednak ciekawa, co takiego wymyśliła autorka, by przyciągnąć czytelnika skorego do czytania kontynuacji.
To, co dzieje się w "Kiedy odszedłeś" zaskakuje od pierwszych stron. Mniej tutaj romansu, więcej przemyśleń i relacji pomiędzy rodzicami, a dziećmi. Nie oznacza to jednak, że miłość się nie pojawia. Bynajmniej!
  Bardzo trudno po nią nie sięgnąć. Równie trudno przy niej ani razu się nie...zaśmiać :). Jednak! Więcej tu humoru niż w poprzedniej części.
  W kinach obecnie można obejrzeć ekranizację pierwszej część, zapewniam jednak, że książka jest znacznie bardziej wzruszająca. "Kiedy odszedłeś" jest natomiast idealnym plastrem na ranę, którą pozostawia "Zanim się pojawiłeś".

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Upalne lato Gabrieli- Katarzyna Zyskowska-Ignaciak

   Uciekły mi aż dwa tygodnie sierpnia, przez co dawno mnie tu nie było. Wracam z wakacyjną lekturą, której nadal mam dość sporo w zanadrzu :)
  "Upalne lato Gabrieli" jest trzecią częścią sagi o Polkach żyjących na prawie trzech stuleci. Gabriela jest najmłodszą z nich, najbardziej współczesną.
  Gabriela jest dojrzałą kobietą, matką dorosłego już Janka, pisarką. Wydaje się być pewną siebie, poukładaną i mocną osobowością. Właśnie wydała nową, skandaliczną powieść. Główny bohater do złudzenia przypomina bowiem jej ojca.
  Spokojne, choć w gruncie rzeczy raczej smutne życie zakłóca informacja o jej matce- Kalinie. Gabriela nie widziała matki odkąd zdała maturę. Teraz Kalina umiera.
  W tej książce nikt tak naprawdę nie jest bez winy, co dowodzi, że, podobnie jak w życiu, nic tu nie jest czarne lub białe. Nic też nie jest w stu procentach dopowiedziane. Autorka, (co w dzisiejszej literaturze jest zjawiskiem niestety coraz rzadszym) nie podaje czytelnikowi wszystkiego na tacy. Na szczęście! Książka skłania do myślenia, wywołuje emocje. Nie koniecznie pozytywne. Gabriela w pewnym momencie zaczęła mnie naprawdę denerwować. Co wcale nie oznacza, że nie podobała mi się książka. Wręcz przeciwnie. Wciągnęła i...zakończyła się dokładnie tak, jak powinna. Tak, że została ze mną trochę dłużej.
  Na ostatnie dni upalnego lata. Albo pierwsze chłodne letnie wieczory-idealna!

wtorek, 11 sierpnia 2015

Zmyślona- Katarzyna Michalak

 
 Katarzyny Michalak nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Ma z pewnością tyle fanek, co... osób, które z uporem maniaka sięgają po jej kolejne książki tylko po to, by potem móc je z góry na dół skrytykować. Nie rozumiem i z pewnością nie popieram. Jeżeli książka mnie nie interesuje, po prostu po nią nie sięgam. Stąd też, co pewnie zauważyli moi stali czytelnicy, rzadko pojawiają się tu naprawdę negatywne recenzje. Ale nie o tym!
  W ostatniej części tej trylogii autorka przedstawia nam Patryka- brata Hanki. Pamiętacie Hankę? Przyjaciółkę Patrycji, która ciągle czuła się przez nią spychana na drugi plan, a ostatecznie związała się z Gabrielem? Ta sama Hanka przysyła Patrykowi Adasia i Lusię, swoje dzieci. Razem ze śliczną młodą opiekunką, Dominiką. Świat leśniczego przewraca się do góry nogami. W Żółtej Chatce też nie dzieje się najlepiej. W tym miejscu muszę jednak przerwać, by nie zdradzić zbyt wiele. Trzeba Wam jednak wiedzieć, że to co się stało, było...straszne. Naprawdę straszne.
  "Zmyślona" jest z pewnością najbardziej dramatyczną ze wszystkich trzech części. Podobnie jak jej poprzedniczki jest w jakiś sposób lekka, trudno tu jednak przewidzieć bieg fabuły. Zaskakuje przy tym mnogością bohaterów, również takich, którzy wcześniej się nie pojawiali. Z pewnością można przy niej tyle samo razy uśmiechnąć się, co wzruszyć. Dialogi dzieci naprawdę śmieszą, natomiast to, co przydarzyło się Patrycji...
   Ci, którzy polubili poprzednie części, z pewnością zachwycą się i tą. Ze wszystkich trzech, ta podoba mi się najbardziej. Do połknięcia w jeden wieczór. Niesamowicie gra na uczuciach. Przy tym idealnie wpisuje się w klimat wakacji spędzanych w Polsce. Wsi dodaje poczekajkowego uroku, z miasta teleportuje nas na polanę pod gwieździstym niebem.

poniedziałek, 27 lipca 2015

Wakacje- Nina Majewska-Brown

  Moja przygoda z Hiszpanią nie jest zbyt brawurowa. Lubię film "Vicky Christina Barcelona", od dwóch lat uczę się hiszpańskiego, niestety z różnym skutkiem. Nie chciałabym jednak zniechęcać tych, którzy chcieliby zacząć uczyć się tego języka. Jest bardzo prosty. Naprawdę. Tym bardziej, jeżeli zna się francuski. Lubię też cavę i churrosy. Podstawy mam zatem średnie. I prawdę powiedziawszy w ogóle mi to nie przeszkadza. Jeżeli jednak mam spędzić dwa tygodnie w Barcelonie za cenę jednej książki? Kto by nie skorzystał?
  Nina razem ze swoją zupełnie zwyczajną rodziną wyjeżdża na wymarzone wakacje do Hiszpanii. Razem z mężem Bartkiem, synem Jaśkiem i małą Klarą, przylatują do Barcelony. Idylliczny pobyt w romantycznym mieście przerywa niespodziewana...wizyta teściów. Rodzina Niny próbuje ułożyć się z babcią i dziadkiem. Z różnym skutkiem. Teściowie ostatecznie wyjeżdżają jednak szybciej, zostawiając rodzinie Braun jeszcze kilka dni błogiego lenistwa. Utopijne wakacje przerywa niespodziewane wydarzenie, które nie tylko przewraca do góry nogami życie Niny, ale całą fabułę i klimat książki.
fot. pinterest (sprawdźcie sobie czym są churros, koniecznie!)
  Mimo mojej dość średniej fascynacji Hiszpanią, autorce (notabene również Ninie) szybko udało się wciągnąć mnie w hiszpańską idyllę. Trudno wbić się w cieniutką granicę pomiędzy nudnawymi długimi opisami, a ich zupełnym brakiem (który wcale nie jest dobry, bo książka nie tworzy wtedy w wyobraźni żadnego obrazu). Tutaj jak najbardziej się to udało. Dodajmy jeszcze przystępne poczucie humoru, urlopowe problemy w stylu tych, które pamiętam, kiedy to moja mama pakowała mnie, siostrę i tatę na wakacje, a wyjdzie z tego naprawdę przyjemna lektura. Taka do poczytania w pełnym słońcu na plaży.
  Przed samym powrotem do Polski akcja odwraca się o 180 stopni. Gdybym czytała na stojąco, z pewnością od razu bym usiadła. Zamiast tego zapaliłam papierosa i nieprzerwanie czytałam aż do samego końca. Ze łzą w oku. Od tego momentu książka przestaje być zabawna. I chociaż z czasem jej humor wraca, więcej tu nostalgii, przemyśleń, spraw trudnych, słów niewypowiedzianych.
  Jakiś cza wcześniej pisałam o tym, że rzadko sięgam po debiuty. Często bowiem okazują się dość średnie. Ten z pewnością do takich nie należy. Autorce należą się ogromne gratulacje za ciekawą fabułę, przystępny język i odwagę, że chciała podzielić się swoim tekstem z nami. Z przerażeniem myślę tylko o tym, czy poza imieniem, historię książkowej Niny, łączy coś więcej z autorką. Mam ogromną nadzieję, że nie.
  "Wakacje" to książka, która wbrew pozorom, na długo zostaje z czytelnikiem. Doskonały debiut, który zapowiada, miejmy nadzieję równie dobrą kontynuację. Polubiłam Ninę. I chcę więcej! 

niedziela, 26 lipca 2015

Uroczysko- Magdalena Kordel


  Wyznaję wyższość polskiej wsi nad Toskanią, Prowansją i każdym innym Saint-Tropez. Myślę, że szukamy szczęścia stanowczo zbyt daleko. Zapominamy o tym, jakie piękno czeka na nas nad Bałtykiem, na Mazurach. Mieszkam w przepięknym miejscu, nie do końca jeszcze zniszczonym przez cywilizację. Rano budzi mnie pianie koguta, wieczorem nie słyszę szumu ulicy, ale bezkresną ciszę. Tego samego szukam w książkach. Do takiego właśnie świata zupełnie przypadkowo wpadła Maja, główna bohaterka "Uroczyska".
  Życie Mai właśnie legło w gruzach. Mąż zostawił ją dla młodszej Wiolety. Jakby tego jednak było mało, wziął kredyt pod zastaw domu i teraz dom zajmuje komornik. Maja musi znaleźć dla siebie i córki Marysi nowe miejsce do życia. W poszukiwaniu wytchnienia, miejsca, w którym mogłaby spokojnie przemyśleć swoją sytuację, wyjeżdża w góry, do Malowniczego. Wpada na chwilę. Nawet nie zauważa, kiedy zaczyna powoli zapuszczać korzenie.
  "Uroczysko" zaczyna dramat. Bo jakby na to nie patrzeć, rozwód, kłopoty finansowe, a nawet bezdomność (sic!), są poważnymi problemami. Jednak nawet kiedy Maja jest załamana, płacze, nie potrafi zobaczyć swojej przyszłości, nie przestaje...żartować. Tak, "Uroczysko" jest przede wszystkim przezabawne! I kiedy to piszę, nie mam na myśli średnio śmiesznych dowcipów utkniętych tu i tam, ale przesycone humorem dialogi i zabawne sytuacje, które najczęściej wynikają z...roztrzepania głównej bohaterki.
  Nawet nie wiem, w którym momencie "Uroczysko" totalnie mnie wciągnęło. Uśmiechałam się przez całą lekturę i z przyjemnością sięgnę po kolejne części.
  Do zabrania ze sobą na plażę, albo do poduszki w deszczowy dzień. Myślę, że z przyjemnością sięgnęłabym po nią również jesienią. Przenosi w przepiękne, skądinąd Malownicze miejsce! :) Skłania również do rozejrzenia się wokół siebie, zauważania miejsca, w którym przyszło nam żyć. Może okaże się, że podobnie jak główna bohaterka "Uroczyska" sami odkryjecie swoje własne Malownicze? :)

poniedziałek, 20 lipca 2015

Kilka dni lata- Magdalena Sobieszczańska

   Kolejna wakacyjna propozycja od polskiej autorki, której zawdzięczamy między innymi scenariusz do "Domu nad Rozlewiskiem". Pozostając w kategorii książek na lato, które zostają w pamięci, a nie są nudnawymi romansidłami, sięgnęłam po nowość, która znowu skusiła mnie...przepiękną okładką.
  Maja właśnie rozstała się z mężem, Jankiem. Wróciła do rodzinnego domu, gdzie razem z mamą Janiną i tatą Kostkiem, zamieszkała babcia Amelia. Maja nie pogodziła się z decyzją męża, dlatego...codziennie wystaje pod jego domem, żeby sprawdzić, czy do mieszkania wraca sam, czy może z jakąś kobietą. Maja skrywa zatem tajemnicę. Nie jest to jednak jedyna tajemnica tej książki. Babcia Amelia przeżyła wojnę, Sybir i...wielką miłość do Żory. Niestety historię wielkiej miłości powierza...małemu Kubie, który od razu o wszystkim zapomina, na rzecz kolejnej gry komputerowej. Nikt nie wie również, co zdarzyło się w strajkującym Gdańsku, z którego uciekła Janina. A jej mąż, Kostek? Czy rzeczywiście jest tak bardzo transparentny?
  Doskonały melanż codzienności, z trudną przeszłością. Podczas lektury wpadłam na banalny wniosek, że "Kilka dni lata" jest bardzo...życiowe. Jakkolwiek strasznie to brzmi, to tak naprawdę jest. W sensie przeplatającej się teraźniejszości i wspomnień. W życiu jest przecież dokładnie tak samo. Ciągle wspominamy. Jak spędziliśmy zeszłe lato, jak smakowała ta sama zupa przygotowana przed laty przez babcię, jak wyglądała ta sama kamienica przed renowacją, co robiliśmy rok temu o tej samej porze. Prawda, że człowiek ciągle żyje jakby przeszłością? Co jednak jeżeli los zmusza nas do tego, by zupełnie się od tej przeszłości odciąć, zapomnieć i nigdy nikogo do naszej tajemnicy nie dopuścić? A może jest tak, że każdy z nas nosi w sobie taką tajemnicę, tylko zupełnie o niej nie myślimy?
  Wakacje, w szczególności w pogodowo kapryśnej Polsce, nie zawsze oznaczają smażenie się na plaży i burzliwy romans, ale konfrontację z tym, czego przez cały rok unikamy, na co nie mamy czasu.
  W książce ogromnie rzuca się w oczy również los...dzieci. Dzieci, które wychowując się bez rodziców wyrastają na smutnych i zgorzkniałych dorosłych.
  Propozycja bardzo wakacyjna. Z przekrojem polskich krajobrazów w tle. Ze wspomnieniem wojny. Z nostalgią. Nic nie jest tu przekolorowane. Jest za to bardzo prawdziwe. I skłaniające do przemyśleń, a jednocześnie bardzo...wakacyjne.

niedziela, 12 lipca 2015

Francuska opowieść- Krystyna Mirek

   Jeżeli jesteście, podobnie jak ja, mało odporni na piękne okładki i mimo słynnego powiedzenia, szczerze wierzycie, że jeżeli patrzycie na przepiękną, wiele mówiącą okładkę, wiecie, że środek będzie się musiał obronić, z pewnością nie raz sięgnęliście po książki wydawnictwa Filia. Ja, chcąc nie chcąc, nabieram się na to, przy każdej nowości.
  Autorka "Francuskiej opowieści" zaczyna swoją historię w...Polsce. Berenika, zwana również Beatą, wybiera się na winobranie razem ze swoim chłopakiem- Jakubem. Beata ciągle nie wie, czy Jakub jest tym jedynym, tym na całe życie. Wodzi swojego narzeczonego za nos, ten natomiast, coraz częściej zastanawia się nad tym, jak długo to wytrzyma. Sytuacji nie poprawiają pojawiający się nie wiadomo skąd: Kacper- były chłopak Bereniki i Oliwia...była dziewczyna Jakuba. Ich losy splatają się ze sobą i prowadzą do romantycznej, francuskiej winnicy. Na miejscu czeka na nich wredny Aleks i tajemniczy hrabia. Dlaczego hrabia nigdy nie wychodzi ze swojego zamku? I przede wszystkim, dlaczego początkowo negatywna postać Aleksa, z każdą stroną coraz bardziej nas do siebie przekonuje?
  Są dwie kategorie wakacyjnych czytelników. Jedni wybierają w wolnym czasie takie lektury, które wymagają zaangażowania, przemyślenia. Sięgają po klasykę, którą przez pozostałe pory roku z jakiś powodów omijali. Drudzy natomiast wybierają takie książki, które wywołują na twarzy uśmiech. Są równie wakacyjne, jak ich nastrój. Z pewnością należę do drugiej grupy. Ciężkie lektury wolę zostawić na jesień. W wakacje za to wybieram takie książki, które przeniosą mnie do miejsc, w których nie mogę być. Nie oznacza to jednak, że przez dwa miesiące czytam wyłącznie harlequiny. Wręcz przeciwnie! Chcę, żeby książka mnie wciągnęła, wywołała jakieś emocje. W tym roku stawiam przede wszystkim na polskich autorów.
  Krystyna Mirek opowiedziała historię nieprzegadaną, pełną przyjemnych zwrotów akcji. Im bliżej końca, tym więcej emocji. Wydawało mi się, że autorka powoli się "rozkręca". Pod koniec naprawdę trudno było się oderwać od książki. Tym bardziej, że bohaterzy, którzy początkowo wydawali się tymi ważniejszymi, schodzą z czasem na drugi plan, a akacja zaczyna się kręcić wokół tych drugoplanowych, chociaż znacznie bardziej charyzmatycznych.
   Dla frankofilek i tych, którzy marzą o podróży do Francji!