Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo albatros. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 sierpnia 2022

Nie ma tego złego- Lauren Weisberger

    Jakie cechy powinna mieć idealna powieść na wakacje? Dla mnie powinna wciągać, szybciutko się czytać. Nie być nazbyt angażująca ale też na tyle wciągać, żebym miała ochotę sięgać po nią w każdej chwili.      Trzy przyjaciółki. Karolina, eksmodelka, żona polityka, zostaje niesłusznie oskarżona o jazdę pod wpływem. Miriam, przyjaciółka Karoliny, porzuciła karierę prawniczki na rzecz opieki nad dziećmi. Coraz bardziej zaczyna do niej docierać, że rezygnując z pracy, zrezygnowała również z opiekowania się... sobą. I Emily, która wyciąga gwiazdy z PR-owych kłopotów. W tym dziwnym biznesie, okazuje się, można bardzo szybko spaść ze świecznika...
 Tak, to jest dokładnie taka historia, jakiej się spodziewacie. Dynamiczna, zabawna, egzotyczna dla nas, ze względu na opis życia Amerykanek, tak odległy od naszego własnego. Bohaterki są bardzo współczesne. Nie ma żadnej szlachetnej solidarności. Bliżej im raczej do po prostu wsparcia, które musi współgrać z ich własną codziennością. Co nie zmienia faktu, że postawią świat na głowie, by móc przywrócić Karolinie utraconą reputację.
     Tak, to z pewnością książka, którą należałoby zabrać ze sobą na plażę. Kolejny raz seria Wydawnictwa Albatros, "Mała czarna"- nie zawiodła. Polecam gorąco!
PS. Fanki historii "Diabeł ubiera się u Prady" będą nią zachwycone ;-) 

środa, 4 maja 2022

Wyjazd na weekend- Sarah Alderson

 


    W ostatnim czasie do mojej biblioteki wpadało bardzo mało thrillerów. Nie wiem, może nie był to dla mnie czas na tego typu, straszące lektury. Ale po tak długiej przerwie okazało się, jak bardzo tęskniłam za tym gatunkiem. 

    Dwie przyjaciółki wyjeżdżają razem na weekend. Planują imprezować, jeździć rowerami. Dla Orli to pierwszy wyjazd po urodzeniu długo wyczekiwanej córeczki. Najchętniej odespałaby wszystkie nieprzespane noce. Jednak Kate ma zupełnie inne plany. Zabiera ją na suto zakrapianą imprezę. Kiedy Orla budzi się następnego dnia rano, okazuje się, że Kate zniknęła. 

    Historia bardziej niż thriller, przypomina mi kryminał. Orla próbuje bowiem na własną rękę odnależć przyjaciółkę, a potem dowiedzieć się, co wydarzyło się tamtej nocy, jako, ze sama niewiele z niej pamięta. 

    Czytałam szybko i początkowo zupełnie bez pomysłu, co takiego mogłoby się wydarzyć. Zakończenie zaskakuje, historia wciąga. Książka doskonała na tytułowy wyjazd na weekend ;-). Pasowałaby mi też do czytania na urlopie. Bardzo dobry thriller. 



środa, 13 października 2021

W drogę- Beth O'Leary

 
    Autorka bestsellerowych "Współlokatorów" powraca z kolejną powieścią. Poprzeczka postawiona wysoko, niestety "Zmiana" tej samej autorki nieco mnie rozczarowała. Nie porzuciłam jednak miłości do autorki i...słusznie, bo "W drogę" ponownie rozpaliło moje czytelnicze zmysły. 



    Dwie siostry wyjeżdżają na wesele przyjaciółki. Na samym początku drogi ulegają niegroźnej stłuczce. Nieszczęśliwie, w samochodzie, który w nie uderza znajduje się były Abbie. Szybko podejmują decyzję, że skoro jadą na tę samą imprezę, pojadą wszyscy jednym autem. Wtedy się zaczyna... Seria niefortunnych zdarzeń, niechybnie prowadzących do jednego... 

    Charakterologiczna mieszanka wybuchowa w jednym malutkim samochodzie. Wszyscy bohaterowie znają się od dawna, ale do momentu stłuczki z pewnością nigdy nie sądzili, że wytrzymają ze sobą na tak niewielkiej przestrzeni. Czytelnik z jednej strony obserwuje pełną przygód i kłótni podróż, z drugiej zaś przeszłość, w której pomiędzy głównymi bohaterami rodzi się miłość. Wydaje się jednak, że teraz, po burzliwym rozstaniu i obnażeniu różnych cech charakteru, nie będą w stanie pogodzić się nawet na tyle, żeby w spokoju odbyć podróż. 

    Pełna przygód, zabawnych historii ale przede wszystkim przekazu, w jaki sposób miłość może nie przeżyć zaborczej przyjaźni i... szarej codzienności, w której obnażają się ludzkie lęki, trudności. 

    Zabawna, wciągająca w ten sam sposób, co "Współlokatorzy" i przede wszystkim zakończenie... romantycznie wzruszające. Bardzo realistyczni bohaterowie, ze swoimi obawami, złością, a z drugiej strony miłość romantyczna, piękna, która wszystko przezwycięża. Beth O'Leary kolejny raz napisała powieść, od której trudno się oderwać. Czytałam wszędzie, aż do cudownego zakończenia. 

poniedziałek, 20 września 2021

Studentka- Tess Gerritsen i Gary Brayer

 

        Dawno nie czytałam żadnego thrillera. W ogóle, miałam w życiu taki czas, że mało miałam czasu na czytanie. I mocno czekałam na tę książkę. Przyznaję, że dotychczas nie czytałam żadnej książki Tess, dlatego czekała mnie niespodzianka. 

        Studentka literatury spada z wysokiego piętra, traci życie. Sprawa wygląda na samobójstwo, jednak dociekliwa policjantka, której ofiara do złudzenia przypomina własną córkę, nie daje sprawie przyschnąć. Drąży tak długo, aż znajduje dowody na to, że życie studentki nie było wcale takie nudne. 

        Najciekawszą postacią w całej historii okazuje się być... ofiara. Narracja prowadzona jest dwutorowo, przed i po wypadku. Czytelnik z jednej strony obserwuje śledztwo, z drugiej natomiast poznaje dziwną, budzącą moje wcale nie przyjazne uczucia, ofiarę. Dziewczyna wydaje się desperacko chcieć po prostu... być kochaną. Pragnienie jest jednak tak silne, wręcz obsesyjne, że doprowadza główną bohaterkę do śmiertelnego zagrożenia. 

        Ta historia chociaż bardzo klasyczna, może nieco przewidywalna, ma w sobie coś takiego, że trudno ją odłożyć. Bardzo dobry thriller psychologiczny. 

        Nieprzewidywalna, ogromnie wciągająca. Chociaż przyznaję, zgadłam zakończenie, to jest to idealna na jesienną szarugę historia. Z pewnością nie raz jeszcze wrócę do książek Gerritsen.  



niedziela, 18 lipca 2021

Zanim Cię zobaczę- Emily Houghton

 
     Przepięknie i wzruszająco zapowiadała się ta historia. Ogromnie dużo od niej oczekiwałam, a jak wiadomo, kiedy oczekiwania wędrują wysoko, czasami można się nieco...rozczarować. Ale o tym zaraz, bo ostateczny rozrachunek jednak in plus. 

    Bohaterowie spotykają się na wspólnej szpitalnej sali. On uległ wypadkowi komunikacyjnemu, w wyniku którego stracił nogę. Ona, w wyniku pożaru w firmie, została bardzo dotkliwie poparzona. Bardzo obawia się widoku swojej twarzy. Do tego stopnia, że nie tylko sama nie patrzy w lustro, ale także zabrania innym na siebie patrzeć. Dzieli ich tylko parawan. Nie widzą siebie nawzajem, ale kiedy zaczynają rozmawiać, pomiędzy nimi rozpoczyna się wymiana coraz silniejszych emocji. Nie koniecznie takich, jakie mogłyby przyjść do głowy. Należy bowiem pamiętać, że bohaterowie są w jakiś sposób ograniczeni fizycznie, obydwoje przeżywają swego rodzaju żałobę po swojej sprawności. Jest złość, bunt i wiele, wiele łez. 

    Pięknie się zapowiadało i naprawdę, ogromnie mi się ta książka podobała. Akcja w całości dzieje się w szpitalu. Bohaterami drugoplanowymi są zatem inni pacjenci, personel medyczny. To bardzo przypomina mi taką historię "Trzy metry od siebie". W ogóle mam wrażenie, że "Zanim cię zobaczę" było wielokrotnie porównywane do wszystkich tych wywołujących morze łez historii. Ale wydaje mi się, że nie tędy droga. Tutaj w zasadzie to, co najbardziej triggerowe, dzieje się na początku, potem jest tylko lepiej. Ale nie to powodowało mój zgrzyt, bo powieść jest ogromnie piękna i jednak wzruszająca. Ogromnie, przez całą książkę denerwował mnie męski główny bohater. Był naiwnie optymistyczny. Wydawał mi się zupełnie oderwany od rzeczywistości, z tym niepoprawnym dobrym humorem. Z pewnością o to chodziło autorce, by główni bohaterowie byli jak ogień i woda, ale wyszło nieco, moim zdaniem, groteskowo. 

    Mimo wszystko, pomysł, historia, piękne zakończenie- ogromnie wzruszające. Wakacyjnie przyjemna, z mądrym morałem, z przyjemnością sięgnęłabym po nią ponownie.  


wtorek, 25 sierpnia 2020

Sekretne życie pisarzy- Guillaume Musso

 


   Odkąd wiele lat temu sięgnęłam po jedną z pierwszych powieści Musso, śledzę wszystkie jego nowości i kiedy widzę, że napisał kolejną książkę, czekam z niecierpliwością na polskie tłumaczenie. Nie inaczej było z "Sekretnym życiem pisarzy". 

    Powieść młodego pisarza zostaje odrzucona przez kilka wydawnictw. Postanawia on udać się na wyspę, na której mieszka słynny pisarz i poprosić go o recenzję. Nathan Fawles wycofał się z życia publicznego wiele lat wcześniej. Po kilku ogromnych sukcesach, porzucił pisanie. Na wyspę przyjeżdża również pewna dziennikarka, Mathilde. Akcja nabiera tempa, kiedy mieszkańcy odnajdują ciało brutalnie zamordowanej kobiety. 

     Nie da się w kilku zdaniach streścić fabuły tej historii, bo jest, nie tyle może wielowątkowa, co bardzo często zmienia swój bieg o sto osiemdziesiąt stopni. Jak bardzo Musso zaskoczył mnie tą książką! Nie myślałam, że jest jeszcze do tego zdolny. Po ostatnim "Zjeździe absolwentów" byłam nieco...rozczarowana. Lubiłam go przede wszystkim za połączenie romansu z thrillerem, z przewagą tego drugiego. Ta książka wymyka się jednak i tym dwóm gatunkom. Autor bawi się z czytelnikiem w chowanego, przewraca wszystko do góry nogami. Bohaterowie, którzy z początku wydają się tymi dobrymi, zmieniają swoje oblicze. Nic, naprawdę nic nie jest pewne.

    Musso doskonale gra słowami. Zabawa, którą tu podejmuje kończy się epilogiem, w którym wypowiada się on sam, po czym...Musicie przeczytać do samego końca. 

   W ogóle nie przesadzę, jeżeli napiszę, że ta książka jest genialna. To jak obserwowanie pisarskiego kunsztu, swobody, z jaką Musso bawi się emocjami czytelnika i kończy tak doskonale, jak tylko bardzo doświadczony pisarz mógłby. Chce się więcej! 



czwartek, 11 czerwca 2020

Współlokatorzy- Beth O'Leary

      Jakiś czas temu wszyscy krzyczeli o tej książce. Że jest wspaniała, że chce się ją przeczytać. Miałam w głowie taki obraz, że do super lekka, przyjemna lektura, która, chociaż niczym nie zaskakuje, to porywa bez reszty. Kolejna książka, która czekała na mojej czytnikowej półce. 
   Tiffy próbuje wyprowadzić się od swojego byłego chłopaka. Tym razem na dobre. 
   Leon potrzebuje pieniędzy, by opłacić prawnika, który ma bronić siedzącego w więzieniu brata. Postanawia wynająć swoje mieszkanie. 
   Tiffy ma przebywać w mieszkaniu od wieczora do rana, Leon, ze względu na wykonywaną pracę, będzie tam pod nieobecność Tiffy, w dzień. Współlokatorzy nigdy się nie spotykają, wymieniają natomiast wiadomości na samoprzylepnych karteczkach. W końcu liściki pokrywają niemal każdą wolną przestrzeń mieszkania. A Leon i Tiffy stają się sobie bardzo bliscy. Jednak, chociaż dzielą jedno łóżko, nigdy się nie widzieli. 
    Historia brzmi trochę tak, jakby nie miała prawa wydarzyć się w realnym życiu. Od czego jest jednak literacka fikcja...;-). Co więcej, jest ona do tego stopnia przekonywująca, że czytelnik w ogóle nie kwestionuje jej realności. 
   Tiffy jest taką trochę współczesną Bridget Jones. Może jak połączenie Bridget i bohaterki "Zanim się pojawiłeś". Ekscentryczna, szalona ale też... bardzo skrzywdzona przez życie. Krzywda, która została jej wyrządzona, jest przez nią zupełnie nieuświadomiona. Z czasem bohaterka coraz bardziej zaczyna sobie zdawać z  niej sprawę. 
   Leon natomiast jest...nieśmiały, introwertyczny. I chociaż, jak sam mówi, bardzo nie lubi takiego katalogowania, to to idealnie go podsumowuje. Przez to jest niesamowicie realny i taki...To nie jest książę z bajki, tylko mężczyzna, który się...wstydzi. Jasne, Leon jawnie się do tego nie przyznaje, ale czytelniczki od razu to wyłapią. I chociaż dla niego, będzie to pewnie powodem do wstydu, dla kobiet, jest to tylko kolejny atut. Prawda? ;-) Niestety, kulturowo, stereotypowo, jesteśmy zaprogramowani tak, że to mężczyzna zdobywa, stara się i broń Boże nie okazuje słabości. Beth O'Leary pokazuje natomiast, że mężczyzna również może miewać wątpliwości. Może nie potrafić iść po swoje po trupach, a zwyczajnie bać się porażki, odtrącenia. To ogromna wartość tej książki, której zupełnie się po niej nie spodziewałam, bo...
    Jest lekka i taka...przyjemna. Autorka posiadła ten bestsellerowy, niesamowity dar zauroczenia czytelnika swoim stylem. To prawda, niby nie ma w niej nic odkrywczego, jednak...Czytałam ją i od razu wiedziałam, że ta książka po prostu musiała zostać bestsellerem. Ma w sobie ten taki nieuchwytny składnik dobrej powieści. Jest ciekawa, odkrywcza (z pewnością nikt wcześniej nie wpadł na to, by w powieści położyć bohaterów do jednego łóżka tak, by nie mogli się zobaczyć) i jednocześnie bardzo wciągająca. 
   Bardzo się cieszę, że Albatros wydał "Współlokatorów" jeszcze raz. Tym bardziej cieszę się, że książka rozpoczyna serię "Mała czarna". Wydawca opisuje, że w serii pojawi się więcej tego typu książek i ja już nie mogę się doczekać. Czekając na nową Beth (polska premiera w sierpniu 2020) czytam drugą książkę z tej serii- Lista, która zmieniła moje życie. Albatrosie! Bacznie obserwuję serię i mam zamiar przeczytać wszystko, co się w niej ukaże :-) 

środa, 3 czerwca 2020

Lista, która zmieniła moje życie- Olivia Beirne


  Druga, z propozycji serii Mała Czarna od Wydawnictwa Albatros.  Utrzymana w tej samej estetyce, piękna okładka i data wydania, która zbiegła się z nowym wydaniem "Współlokatorów" zachęca do przeczytania "Listy..." jakby z automatu.
    Georgia jest rysowniczą, ale pracuje jako asystentka Bianki, zajmuje się spełnianiem jej absurdalnych próśb związanych ze ślubem. Jest singielką, od rodziców wyprowadziła się trochę dla zasady. Jej życie zupełnie się zmienia, kiedy okazuje się, że siostra, Amy, choruje na stwardnienie rozsiane. Amy tworzy dla Georgii listę rzeczy, które ma zrobić przed urodzinami. Na liście jest między innymi bieg na 10 km i...własnoręczne upieczenie biszkoptu.
   Georgia z pewnością może uchodzić za współczesną Bridget Jones. Nie skopiowaną, ale nieco uwspółcześnioną. To ten typ bohaterki, która popełnia mnóstwo śmiesznych gaf, jest roztrzepana i...nie da się nie lubić. Sama forma książki, listy, które rozpoczynają każdy rozdział, też w jakiś sposób nawiązuje do Bridget (nie wiem czy pamiętacie- ilość wypalonych papierosów- 20, ilość posiadanych facetów- 0 :D). Nie myślcie jednak, że to marna kopia Bridget Jones. To zupełnie inna książka. 
   Mam wrażenie, że przez to, iż książka została wydana w tym samym momencie, co "Współlokatorzy" to...ogromnie traci. Trudno jej bowiem nie porównywać. I w tym porównaniu "Lista..." wypada blado. Nie oznacza to, że gorzej. To zupełnie inna historia, inny styl i gdybym mogła Wam coś doradzić- sięgnijcie najpierw po "Listę...", potem po "Współlokatorów". Unikniecie krzywdzącego dla tej książki porównania. 
   Książka jest zabawna. Czytałam opinie, czytelników, którzy zaśmiewali się do łez. Ja też głośno parsknęłam śmiechem w kilku miejscach. Co innego jednak, w moim odczuciu stanowi o wartości tej książki. 
   Siostrzana miłość. To jest siła "Listy, która zmieniła moje życie". To, w szczególności w zakończeniu, moment, przy którym ja płakałam. Pomiędzy mną i moją siostrą jest bardzo niewielka różnica wieku (13 miesięcy). I...chyba nie ma w moim życiu kogoś, z kim byłabym tak blisko. Od zawsze i nie zmienił nic fakt rozłąki w trakcie studiów, czy osobnego mieszkania. Jesteśmy sobie potrzebne codziennie. Podobnie jak Georgia, ja dla mojej siostry, zrobiłabym wszystko. Dreszcz wzruszenia przebiega po moich plecach na samo wspomnienie zakończenia tej książki. Tam cała ta siostrzana miłość nabiera sensu. 
   Dla mnie "Lista..." to przede wszystkim właśnie przepiękna historia miłości i oddania w relacji dwóch sióstr. To także książka napisana w takim filmowym, szybkim i zabawnym tempie. Czytałam z ogromną przyjemnością! 

piątek, 29 maja 2020

Ktoś tu kłamie- Jenny Blackhurst

    Z autorką poznałam się niedawno. "Noc, kiedy umarłam" czekała u mnie na półce ponad pół roku. Przez wirusa zdobyłam więcej czasu na czytanie i udało mi się po nią sięgnąć. Byłam zachwycona i żałowałam, że kazałam jej tak długo czekać. Dlatego bardzo czekałam na "Ktoś tu kłamie". 
   Ekskluzywne osiedle Seven Oaks, na którym mieszkają blisko ze sobą zaprzyjaźnieni sąsiedzi. Rok wcześniej zginęła jedna z mieszkanek, Erica. Teraz anonimowy autor udostępnia w internecie podcast, w którym grozi ujawnieniem prawdy o śmiertelnym wypadku Eriki. Co więcej, zamierza obnażyć więcej sekretów mieszkańców Seven Oaks. Twierdzi, że wśród siedmiu sąsiadów jest morderca. 
   Książka nie była dla mnie żadnym zaskoczeniem. Byłam przygotowana na to, jak bardzo będzie...genialna i w ogóle mnie nie zawiodła. Autorka utrzymała poziom i mój zachwyt ;-). Nie tylko mój, widzę, że wylądowała już w bestsellerach empiku. Ale po kolei. Czym się tak zachwyciłam? 
   Przede wszystkim całym wykreowanym przez Blackhurst światem małej społeczności. Idyllicznej, bajecznie bogatej a przy tym okropnie zakłamanej. Ludzie, którzy nazywają siebie przyjaciółmi, skrywają przed sobą ogromne sekrety. W rezultacie kłamie nie tylko morderca, na temat swojej winy, ale w zasadzie każdy z siedmiu podejrzanych ma coś do ukrycia. Naturalnie, autorka dawkuje nam te rewelacje stopniowo. Tempo jest jednak takie, że trudno się od niej oderwać. To jedna z tych książek, przez które zarywa się noc, bo nie sposób nie zajrzeć do kolejnego rozdziału. 
   Zakończenie natomiast i całe rozwiązanie zagadki, jest dosyć zawiłe, intryga okazuje się wielowątkowa. Przez to trzyma w napięciu do dosłownie, ostatniej strony. To bowiem, czego dowiaduje się czytelnik, nigdy w świecie Seven Oaks nie wypływa na powierzchnię. 
   "Ktoś tu kłamie" jest thrillerem doskonałym. Czytałam z zapartym tchem i tylko jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że muszę nadrobić pozostałe książki Jenny Blackhurst. Genialna!

piątek, 24 kwietnia 2020

Zatruty ogród- Alex Marwood

 
  Romy jest jedną z nielicznych ocalałych w zbiorowym samobójstwie w odizolowanej od świata sekcie. Po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego rozpoczyna życie w rzeczywistości, której nie rozumie, która, jak nauczono ją w sekcie, niesie śmiertelne zagrożenie. Nie jest jednak jedyną z ocalałych, musi znaleźć pozostałych, w tym swoje rodzeństwo. 
   Sarah, siostra matki Romy, postanawia zaopiekować się dziećmi, które przetrwały samobójstwo. Przyjdzie jej zmierzyć się z dziećmi, które zostały wychowane w czekającej na koniec świata sekcie. 
   Po opisie wydawcy spodziewałam się historii, w której uratowana z sekty Romy ucieka przed innymi ocalałymi członkami i próbuje ułożyć sobie życie. To jednak zupełnie inna historia. Romy sama będzie próbowała znaleźć ocalałych i wcale nie będzie chciała odciąć się od tego, w czym żyła. 
   Być może to właśnie jest główna wartość i to, co wzbudziło we mnie strach w tej książce. To, w jaki sposób zatruty sektą umysł postrzega rzeczywistość i to, że nie da się zmienić myślenia takiego ocalałego z dnia na dzień. 
    Nastawiłam się na zupełnie inną historię i ciężko było mi się przyzwyczaić do tego, o czym czytałam. Podobnie jak w ostatnio czytanym przeze mnie "Dylemacie" to thriller bardziej psychologiczny. Wpływający na czytelnika w taki dziwny, pokrętny sposób. To, w jaki sposób sekta nieodwracalnie zatruła umysły bohaterów książki, jest przerażające. 
   Denerwowała mnie postać Sarah'y. Była taka...bez wyrazu, nie było w niej niczego charakterystycznego. Nawet jeżeli pomyślana jako rozwiedziona, smutna kobieta, wydawała mi się bardzo naiwna i podporządkowująca. Kontrast pomiędzy myśleniem dzieci z sekty, a dorosłej kobiety, był pewnie celowym zabiegiem ale w jakiś sposób pokazywał, że ten sekciarski sposób postrzegania świata wygrywał, a to wzbudzało moją irytację. 
   Dziwna, nieprzewidywalna historia. Wzbudziła we mnie cały wachlarz emocji, od obrzydzenia, przez zaciekawienie, po złość. Thiller, który zaskakuje. 



czwartek, 9 kwietnia 2020

Dylemat- B.A. Paris

    Kilka lat temu B.A. Paris szturmem wdarła się do naszych bibliotek thrillerem "Za zamkniętymi drzwiami", który bardzo długo trwał na liście bestsellerów. Teraz autorka wraca z kolejnym thrillerem, który mimo, że jest na drugim miejscu na liście bestsellerów empik (dn. 18.03.20) to...zbiera też negatywne opinie. 
    Livia od dawna czeka na swoje czterdzieste urodziny. Mają być tak huczne, jak huczne powinno być wiele lat temu jej wesele. Livia skrywa jednak sekret, który dotyczy jej córki. Wie, że krótko po przyjęciu wszystko się wyda. 
    Adam chce zrobić Livi prezent, od dawna planuje, że ich córka, Marnie zrobi matce niespodziankę i pojawi się na przyjęciu, wróci z Hongkongu. Coś jednak idzie bardzo nie tak. Dzieje się coś strasznego. Czy Adam ukryje prawdę przed wszystkimi, żeby ocalić przyjęcie żony? 
    To nie jest thriller, do jakiego przyzwyczaiła nas autorka. Nie leje się krew, czytelnik nie boi się każdej kolejnej strony. To bardzo zagmatwana historia, trochę ocierająca się o thriller ale taki bardzo soft. Tytułowy dylemat dotyka obydwoje głównych bohaterów. Nie mówienie prawdy, skrywane sekrety powoli niszczą Livię i Adama, chociaż każdego z innego powodu.  
    To zagmatwana emocjonalnie historia, przez którą, ze względu na krótki czas akcji, bo niemal kilka dni, biegnie się bardzo szybko. Trudno się od niej oderwać ale równie trudno ukierunkować się, zaprzyjaźnić z bohaterami. Z jednej strony wzbudzają współczucie, a z drugiej w tym samym czasie, złość czytelnika.  
   "Dylemat" to nie thriller, który mrozi krew w żyłach. To historia pełna trudnych emocji, ciężka od kłamstwa. Tym, którzy liczą na straszny thriller polecam raczej pierwszą książkę Paris. Tym natomiast, którzy lubią zatopić się w hermetycznym świecie zagmatwanych, dramatycznych historii rodzinnych gorąco polecam. Przeczytałam w dwa dni, z ogromną przyjemnością. 

wtorek, 10 marca 2020

O krok za daleko- Harlan Coben

     Moje pierwsze spotkanie z Cobenem. Niby wiedziałam, że wszyscy się zachwycają, ale jakoś...ciągle było nam nie po drodze. I jest, w końcu. Najnowsza powieść, daję jej szansę. Oczekiwania mam ogromne. 
     Simon nie cofnie się przed niczym, żeby odzyskać swoją córkę- Paige. Paige rzuciła studia, dom rodzinny, całe dotychczasowe życie. Uzależniona od narkotyków, jest dla swoich rodziców w zasadzie nieuchwytna. Zdesperowany Simon postanawia szukać jej na własną rękę. Jedna bójka w Central Parku wystarcza, żeby wydarzenia potoczyły się błyskawicznie, prowadząc Simona i jego rodzinę w stronę śmiertelnego niebezpieczeństwa ale też, jak się wydaje, przybliżając go do córki. 
    Czytałam tę książkę trochę na raty. Pozwalam sobie czasami na takie intuicyjne czytanie. Jeżeli książka mnie nie wciąga, a trochę męczy, to...zastępuję ją inną ;-). Do Cobena jednak wróciłam. Pod zdjęciem tej książki na moim instagramie pojawiło się wiele sprzecznych komentarzy. Jedni byli zachwyceni, książkę pochłonęli w jeden dzień, inni wręcz przeciwnie, twierdzili, że książka im się dłużyła. Chyba jestem gdzieś pomiędzy. Dałam się jej wciągnąć pod koniec. Bohaterowie są świetni, bardzo charakterystyczni. Cała fabuła jest skomplikowana i mam wrażenie bardziej kryminalna, niż thrillerowa. 
    To, co mnie rozczarowało to fakt, że sama nie miałam szansy rozwiązać zagadki. W kryminale zazwyczaj czytelnik prowadzony jest tak, żeby cały czas skupiał się na jednym mordercy, a potem na koniec bach! morduje sympatyczna starsza pani. Ale w thrillerze jest inaczej. Tutaj...sama nie wiem, jak było. Wzbudził moją irytację fakt, że nie miałam żadnej szansy rozszyfrować tej zagadki. 
      
    Ostatecznie myślę, że historia jest warta przeczytania, podziwiam kunszt autora. Czuję się zachęcona do sięgnięcia po inne jego powieści. 

sobota, 7 września 2019

Zjazd absolwentów- Guillaume Musso

      Odkąd swego czasu podkradłam mojej ówczesnej współlokatorce (Milenko :-)) "Telefon do anioła", na bieżąco śledzę nowe historie Musso. Nie podchodzę do nich jednak bezkrytycznie, bo niektóre ("Dziewczyna z Brooklynu") rozczarowują. To nie zmienia jednak mojego nastawienia i ekscytacji, kiedy pojawia się tłumaczenie najnowszej powieści. 
    Thomas wraca na zjazd absolwentów swojej szkoły średniej. Na miejscu zostaną odkopane demony z przeszłości. I to dosłownie, bo naście lat wstecz w ścianie budynku zostało zamurowane ciało. Teraz wszystko wyjdzie na jaw. 
    Historia Thomasa to opowieść o poszukiwaniu zaginionej wiele lat wcześniej licealnej miłości. Vinca pewnego dnia po prostu zniknęła. Wraz ze zjazdem absolwentów wrócą także wspomnienia koszmaru i pytania, na które Thomas przez całe swoje dorosłe życie nie znalazł odpowiedzi. 
    Książki Musso kojarzą mi się z takim połączeniem thrillera, kryminału i romansu, które zawsze zaskakują zakończeniem. Z "Zjazdem absolwentów" nie było inaczej. Spodziewałam się bardziej romansu, tutaj jednak historia jest nieco bardziej kryminalna. W rzeczywistości mam wrażenie, że cała książka to trochę śledztwo Thomasa, czyli...kryminał ;-). Główny bohater jest pisarzem, dlatego jego prywatne śledztwo jest bardzo emocjonalne, co więcej, odkryje prawdy, których czytelnik zupełnie się nie spodziewa, a które mają sporą szansę złamać Thomasa. 
     "Zjazd absolwentów" zaskakuje. Zupełnie nie spodziewałam się zakończenia, ale też koniec książki to wiele bardzo dramatycznych zwrotów akcji. Mało tu miłości, bardzo dużo natomiast zagadek, tajemnic i Francji takiej, jaką najlepiej kreuje Musso. Nie przekoloryzowanej ale pięknej, takiej, za którą się tęskni, jak za wakacjami. 
     Trudno się od niej oderwać i...nie warto, bo najlepiej smakuje pod koniec. Nie muszę chyba dodawać, że czekam na kolejne...;-) 

wtorek, 26 września 2017

Dziewczyna z Brooklynu- Guillaume Musso

       Jeżeli miałabym wymienić swoich ulubionych pisarzy, to na liście w ciemno znalazłby się Musso. Od pierwszej przeczytanej powieści autora, czytam kolejno każdą nową. Czekam na polskie wydania, którąś udało mi się nawet przeczytać w oryginale, po francusku. Na tę też czekałam z niecierpliwością. 
   Raphael bardzo niewiele wie o swojej przyszłej żonie. Anna nigdy nie opowiada o swojej przeszłości. Anna zazwyczaj zbywa jego pytania. Do czasu, kiedy pokazuje mu pewne zdjęcie. Twierdzi, że zrobiła coś naprawdę okrutnego. Kilka chwil później...znika bez śladu. Raphael próbuje szukać narzeczonej na własną rękę, razem ze swoim przyjacielem, emerytowanym policjantem. Poszukiwania Anny, ale także prawdy o jej przeszłości, rozłożone pomiędzy dwoma kontynentami, zaprowadzą ich do miejsca, w którym nigdy nie przypuszczali wylądować. 
   Widziałam  wiele pozytywnych recenzji, widziałam zachwyty koleżanek- recenzentek i zastanawiam się...Czy czytałyśmy tę samą książkę...;) 
   Przesadziłam, ale tylko nieznacznie. Musso zachwycał mnie niezmiennie połączeniem wątku sensacyjnego, szybkiej fabuły, z elementem powieści, romansu. Stanowczo, w "Dziewczynie z Brooklynu" dzieje się bardzo wiele. Nie znalazłam natomiast tego drugiego, dla mnie bardzo ważnego w twórczości autora, elementu. Cały czas odnosiłam wrażenie, że okładka nie współgra z treścią, bo czułam się, jakbym czytała...kryminał. Relacja Raphaela i Anny, chociaż kluczowa dla powieści, nie ma najmniejszej szansy się rozwinąć, bo Anny zwyczajnie...nie ma. Szkoda. 
   Czytelnikowi niesamowicie trudno przewidzieć zakończenie tej książki, akcja robi zwroty w bardzo niespodziewanych momentach i to, w jaki sposób finalnie się rozwiązuje...Jest zupełnie nie do przewidzenia. Wciąga, trudno się od niej oderwać, ciągle jednak w ten kryminalny, sensacyjny sposób.  
   Świetni bohaterowie, trudno bowiem stwierdzić, kto w tej rozgrywce tak naprawdę jest dobry. W trakcie lektury kilka razy zmienimy zdanie o Annie, ale także o innym bohaterze. Musso zostawia sporą dowolność interpretacji tej walki dobra ze złem. 
   Wciągająca, zaskakująca, bardzo dobra. Szkoda, że tak bardzo sensacyjna. 
   

piątek, 9 września 2016

Ta chwila- Guillaume Musso


Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Musso. Dwugodzinna podróż do domu, "Telefon do anioła". Kiedy koleżanka mi ją podsunęła, pomyślałam, na pewno nie. Szmira i harlequin.Ależ się pomyliłam! Książkę pochłonęłam w jeden dzień.
  Od tamtego momentu minęło kilka lat. Zdążyłam przeczytać niemal wszystkie książki Musso i po każdą kolejną sięgam natychmiast po premierze. Tak było i tym razem.
   Główny bohater, Arthur, dziedziczy po ojcu latarnię. Miejsce, które skrywa straszny sekret. Wiedziony ciekawością Arthur postanawia sprawdzić, co strasznego skrywają ściany latarni. Nie zdaje sobie sprawy z tego, w jaką pętlę wchodzi. Bezlitosną pętlę czasu, która w perspektywie może zniszczyć całe jego życie. Przypadek stawia na drodze Arthura pewną kobietę. Kobietę, z którą będzie mu dane przeżyć zaledwie...kilka dni.
   Po pierwsze nie ma najmniejszej szansy, by czytelnik domyślił się pointy tej historii. Nie trudno natomiast o myśl, że Musso zmienił gatunek. Na fantastykę. To, co dzieje się po otwarciu pewnego pomieszczenia w latarni, nie może mieć miejsca w normalnym świecie. Jednak... w poprzedniej książce też działy się niestworzone rzeczy, które potem zostały przez autora zupełnie racjonalnie wytłumaczone. O "Central Parku" można poczytać tu. Wtedy również pisałam o tym, że nie ma szansy na rozwikłanie zagadki dopóki autor sam nie poda jej czytelnikowi na tacy. O tyle o ile w "Central Parku" pointa jest w jakiś sposób związana z fabułą, o tyle tu...Nie chcę spoilerować, ale zakończenie...porażka.
  Jednego nie można "Tej chwili" odmówić. To książka o upływającym czasie, o tym, jak wiele przecieka nam przez palce i jak trudno to zauważyć dopóki się tego nie straci.
  Smutna i trudna historia. Wciągająca, bo naprawdę czeka się na rozwikłanie zagadki latarni. Dla fanów Musso.

poniedziałek, 26 października 2015

Central Park- Guillaume Musso


Jest jesienny poranek. Central Park. Alice, policjantka z Paryża budzi się na ławce przypięta kajdankami do obcego mężczyzny. Na koszuli ma plamy krwi, a w jej kieszeni spoczywa pistolet. W broni brakuje jednego pocisku. Być może, zważywszy na jej profesję, nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Alice niczego nie pamięta. W głowie ma kompletną pustkę, jakby ktoś wymazał cały tydzień z jej życia. Co się wtedy działo?
  Jestem absolutną fanką Musso. Ciekawa intryga, wątek kryminalny, przyjemny francuski. Jeżeli znacie ten język, z pewnością przyznacie mi rację, że choćby nie wiem, jak tłumacz się starał, zawsze wyczuwa się język oryginału. Bardzo to lubię. Do tego wątek miłosny, ale nigdy od pierwszej strony. Nieoczywisty, pogmatwany.
   Akcja rozwija się w szybkim tempie, kryminalnym. Nie daje to jednak najmniejszej podpowiedzi, skąd Alice wzięła się w Stanach. Co jakiś czas autor odkrywa przed czytelnikiem przeszłość głównej bohaterkii. Przeszłość tyle przerażającą, co smutną i trudną. Niewiele natomiast wiadomo o Gabrielu. Jego historia troszkę enigmatyczna, nie trzyma się kupy. Pierwsza przesłanka. Książka wciąga. Niestety, kiedy Musso odkrywa karty, okazuje się, że nic nie było takie, jakie wydawało się na początku. Zaskoczenie? Trochę rozczarowanie. Nie istnieje najmniejsza szansa, by czytelnik przed epilogiem sam dociekł prawdy. Ja poczułam się nie tyle zdziwniona, co rozczarowana. Lubię gimnastykować umysł i dociekać prawdy, zanim autor się do niej przyzna. Tutaj absolunie nie ma takiej szansy.
  To, co przytrafiło się głównej bohaterce... Niesamowite, choć przypuszczam, że możliwe. Musso do kwadratu, jego fani z pewnością to docenią. Jeżeli jednak to Twój pierwszy raz z tym autorem, sięgnij po którąś z poprzednich publikacji. Żeby jednak nie było wątpliwości, nie żałuję! :) I z pewnością sięgnę po kolejną powieść Guillaume'a!