Dotarłam tam kilka godzin po wielkim otwarciu i zbiory były już naprawdę przegrzebane. Książek było mało. Nie tak jednak mało, by nie spędzić tam prawie godziny na oglądaniu, otwieraniu, zaglądaniu do środka i uśmiechaniu się do znajomych tytułów. Znacie to? :)
Para, która w tym samym czasie wybierała książki, zebrała ogromny stos. Zależało im bodaj na literaturze klasycznej. Sama zauważyłam kilka różnych "Potopów" i "Panów Tadeuszów". Bibliotekarka wyjaśniła im, że dzisiaj książki za złotówkę, w piątek po 20 groszy (!), a to, czego nikt nie kupi będą zmuszeni wyrzucić.
Zebrałam spory stosik, za który zapłaciłam mniej niż wydaję normalnie na jedną książkową nowość w Empiku. Pani zapraszała w piątek, na "książkowe ostatki". Spakowałam książki do torby. W drodze do domu, z książkami pod pachą, w przepięknych, wiosennych okolicznościach przyrody naszła mnie pewna smutna refleksja. Bez kwitnie na fioletowo, biało. Niewielu z bardzo licznej grupy przechodniów skręciło do biblioteki. A przecież taka okazja! Ale nie o tym chciałam...

A co z tymi w bibliotece? Czytane czasami wiele razy, czasami latami kurzą się na bibliotecznych regałach. I po co? Tylko po to, by później ktoś się nad nimi ulitował i kupił za...20 groszy? Albo co gorsza, nie kupił, a wtedy zostaną wyrzucone?
Żal mi się zrobiło tych książek. Wartości intelektualnej, natchnienia kogoś, kto włożył w nie całe swoje serce, całą swoją wiedzę. Z dumą rozpakowałam je w domu i od razu zabrałam się do lektury. Tej najprzyjemniejszej, z której ucieszyłam się najbardziej. "Łasucha" Małgorzaty Musierowicz. To między innymi tej pani zawdzięczam dzisiejszą pasję czytelniczą i to, że nigdy, choćbym nie wiem, jak bardzo była zmęczona, nie zasnę bez uprzedniego przeczytania chociaż kilku stron. Czasami nowości naprawdę są mniej warte (mam tu na myśli ich wartość merytoryczną) niż te staruszki, które na kiermaszach i w antykwariatach można kupić za grosze. Czasami warto się nad nimi zatrzymać i to nimi zapełnić domową biblioteczkę.
Szkoda, że same biblioteko nie dbają o to, by czasem zwracać uwagę nie tylko na nowości, ale i na te rzeczy, które są zazwyczaj omijane, a warte są przeczytania.
OdpowiedzUsuńRzeczywiście szkoda tych książek. W bibliotece u mnie w pracy też trwa wielka wyprzedaż, ale tam książki są w tak obrzydliwym stanie, że w życiu bym ich nie wzięła nawet za free.
OdpowiedzUsuńJa właśnie ratuję takie książki, bo nie mogę patrzeć na to, że nikt ich nie chce.
OdpowiedzUsuńGdyby u mnie tak robili :(
OdpowiedzUsuńBardzo dobre spostrzeżenia... Niestety ludzie często zachłystują się tym, co nowe i pozornie ciekawsze, jednak ile dobra można znaleźć w tym, co starsze, niekiedy nawet wysłużone, ale tym samym niezmiernie wartościowe.
OdpowiedzUsuńNiedawno kupiłam 22 książki po 20 zł z czego 18 złotych to wysyłka. Nie są to nowości, tylko troszkę podniszczone,ale za to jak zacne!
OdpowiedzUsuńhttp://chcecosznaczyc.blogspot.com/